Po co nam tylu Bogów – Weles, a wykonywanie niebezpiecznej pracy

Wielkimi krokami zbliża się koniec świata (przynajmniej ogrzewanego obecnym Słonejkiem), ciągle jeszcze jednak trwa. Udało się więc doczekać kolejnego piątkowego poranka, a wraz z nim godziny 08:00 i kolejnego wpisu, poświęconego włączaniu kultu słowiańskich Bogów w nasze codzienne sprawy. W dzisiejszym wydaniu: Dziadunio Weles, a wykonywanie prac niebezpiecznych.

Kosmaty, Rogaty Dziadunio Weles należy do trzonu pocztu czczonych przez nas Bogów od początku istnienia wspólnoty. Od zarania urządzamy dla Niego osobną uroczystość w lutym; pierwotnie w okolicach połowy lutego – ze względu na etnograficzne serbskie święto wołów i powiązanie władzy Boga z tymi zwierzętami – a od tego roku po raz pierwszy w sztywnej dacie 02 lutego. To za sprawą szczodrogodnych auspicjów, które dozwoliły nam taki termin przyjąć. Pasterz Zmarłych nie mógłby być pominięty przy obchodach Święta Przodków, czyli odbywających się na przełomie października i listopada Dziadów. Prosimy Go wtedy o bycie honorowym Gospodarzem święta. Oprócz tego składamy Bogu ofiarę podczas wszystkich obrzędów słonecznych. Jego obecność w kulcie gromadnym jest więc silnie zaznaczona – podobnie w osobistym. Część naszych wiernych przez lata paliła świecę welesową w lutym, biorąc w ten sposób udział w szerszej, międzygromadnej inicjatywie. Poza tym wielość spraw, wokół których krząta się Wielki Czarownik sprowadza z modlitwą do Niego wielu ludzi.

A dzisiaj o tych, którzy stykają się z niebezpieczeństwem. Więc o tych wszystkich, który narażając się igrają z Kalectwem i Śmiercią. Będą to więc gaszący pożary Strażacy, broniący granic Kraju Żołnierze Straży Granicznej, strzegący ładu społecznego Policjanci. Te i inne, nie wymienione, łatwo przychodzą na myśl przy haśle „niebezpieczny zawód”, choć są raczej „służbą” niż „pracą”. A jednak są też działki otoczone znacznie mniejszym blaskiem bohaterstwa, ale również dalekie od cackania się z ludźmi. Marynarze, żeglarze, rybacy – mimo nowoczesnej meteorologii mogą paść ofiarą sztormu, gdy nie zdążą zawinąć do portu lub przecenią swoje siły. Kierowcy giną w wypadkach drogowych, również ci zawodowi. Lekarz na oddziale zakaźnym, czy pracownicy zakładów, produkujących silnie trujące substancje. Dużo jest ludzi, o których na co dzień nie myślimy w ten sposób, a jednak – wpisują się dokładnie w to, o czym mówimy.

Zaniesiona do Gospodarza Zaświatów prośba o oddalenie zagrożenia i nie-ciągnięcie jeszcze człowieka w Jego dziedziny, zda się być więcej niż zasadna. Oprócz tego, skoro jest Opiekunem wszelkiej sztuki czarodziejskiej, to u Niego warto upatrywać wspomożenia w razach wątpliwych i takich, kiedy nie wiadomo już do Którego Boga czy Bogini się zwrócić. Tym bardziej, że w taki właśnie sposób – jako pewną cudowną właściwość – nasi Przodkowie postrzegali wszystko, co związane z leczeniem i tutaj zawierzali właśnie temu Bogu. Złożenie Jemu ofiary z pewnością przyczyni się do zachowania dobrego zdrowia, nawet w niesprzyjających warunkach.

Jest też druga strona tej sprawy. Wyżej pisaliśmy bardziej w kierunku jak uniknąć czyhających niebezpieczeństw, lub je choć złagodzić. Pasterz Zmarłych jest jednak tym Bogiem, do którego zasadne jest modlić się o dobrą Śmierć i dobre przyjęcie w Zaświatach: żeby tam u Niego, czekała dla nas przygotowana dobra nawska siedziba, w której, jeśli (kiedy) przyjdzie nam przekroczyć Rzekę – odpoczniemy przed podjęciem dalszej wędrówki po kręgu wcieleń, zgonów i narodzin. Sława Welesowi!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Po co nam tylu Bogów – Chors, a zdobycie pracy i jej pomyślne wykonywanie

Po co nam tylu Bogów – Przodkowie, a miłość w rodzinie

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – Bogowie w Przyrodzie