Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowoczesność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowoczesność. Pokaż wszystkie posty

2024-12-31

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie - przeciw pseudonauce

Niektórych może zdziwić, że “wsteczna” i “antypostępowa” religia, pragnąca powrotu plemiennego politeizmu zaatakuje dzisiaj - jako jednoznacznie szkodliwą - pseudonaukę. Jednak dzisiaj przychodzimy do Was właśnie z tym.

Zacznijmy od definicji: co (na rzecz tego krótkiego wpisu) będziemy nazywać “pseudonauką”? Otóż wszystkie teorie, twierdzenia i opinie głoszone z przekonaniem i roszczeniem traktowania ich jako słusznych i zgodnych z prawdą, a nie posiadających ani oparcia w przesłankach naukowych, ani w rzetelnej metodzie badawczej. Dlaczego nam takie treści przeszkadzają?

Pierwszy powód jest bardzo prosty i przyziemny: są zwyczajnie szkodliwe. Pacjenci odciągani przez szarlatana od fachowej medycyny raczej sobie zaszkodzą niż pomogą, a zwolennicy teorii płaskiej ziemi (choć to chyba przypadki kliniczne) czy “Wielkiej Lechii” narażają się częstokroć na śmieszność. Oczywiście, nie znaczy to, że należy bezgranicznie ufać koncernom farmaceutycznym, czy podręcznikom historii, ale wynoszenie braku dowodu do rangi dowodu, czy sprzedawanie destylatu z paprotki jako cudownego panaceum na wszystko to w najlepszym razie obłęd, a w najgorszym cyniczna manipulacja. Rozwój nauki możliwy jest dzięki podważaniu i sprawdzaniu spraw “uznanych” oraz doprecyzowywaniu ich, a nie dzięki sprzedawaniu prywatnych rojeń jako prawd objawionych.

Jest jednak również drugi powód: jeśli ktoś śledzi uważnie materiały Jantaru, czy miał sposobność z nami trochę przebywać, mógł spostrzec, że Przyroda traktowana jest u nas jako hierofania - przejawienie się świętości. Obejmuje to rzecz jasna Bogów. Głosimy, że poznanie jakiejś cząstki prawdy o Bogach (więc zda się najwyższej wiedzy, jaka interesuje religię) jest możliwe przez badanie Przyrody. A tym właśnie zajmują się nauki - głównie przyrodnicze, medyczne i ścisłe. Zniekształcanie ich treści to nic innego niż kłamanie w sprawie Bogów. Mówi samo za siebie.

Stach z Warty (Stanisław Szukalski) "Czarownica"

A co z naukami humanistycznymi? Czy i tutaj “opowieści dziwnej treści”, jak mawiała pewna złota kobieta, należy ocenić równie surowo? Tak. O ile w tej dzielnicy świata wiedzy ciężej zrobić komuś bezpośrednio krzywdę (chociaż?), to bardzo łatwo odciąć człeka od jego rzeczywistych korzeni czy sztucznie wzbudzić nienawiść i uprzedzenia (lub równie sztucznie je stłumić). Każdy ma prawo pisać wiersze, ale kiedy wpiera otoczeniu, że zawierają prawdy wykute w kamieniu, albo że pochodzą nie z sprzed dwóch tygodni, lecz sprzed czternastu wieków - może już pojawić się poważny problem.

Jakaś rada na dziś? Chyba tylko taka: nie wierz we wszystko co przeczytasz. Sprawdź. A jeśli nie potrafisz rzetelnie sprawdzić - to się nie ekscytuj.

2023-11-09

Czy da się być pochowanym w obrządku rodzimowierczym?

Nie jesteśmy jedną z tych (o dziwo - nadal popularnych 🧐) religii, które straszą swoich wiernych okropnymi perypetiami po śmierci, ale byłoby dobrze, gdybyście mieli świadomość jak taki słowiański pogrzeb może wyglądać i co mówią na ten temat przepisy prawne.

Przypomnijmy najpierw, jakie były zwyczaje pogrzebowe naszych słowiańskich Praprzodków. Gdy życie w fizycznym świecie dobiegało końca, zmarłego członka społeczności należało pożegnać i pomóc "przejść dalej". Joanna i Ryszard Tomiccy w „Drzewie życia” (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1975) podają, że przez trzy dni po śmierci zwłoki pozostawały w rodzinnym domu, a rodzina czuwała przy nich. Owe trzy doby to czas dla nieboszczyka na obudzenie się z „letargu” czy „zachwytu”, a zwie się je "pustymi nocami" – podobnie jak czas nowiu, kiedy Miesiąca nie widać na niebie. W X/XI w. Ibn Rustah pisał o Słowianach: „Kiedy kto z nich umrze, palą go w ogniu, zaś ich kobiety, gdy kto im umrze, krają sobie nożem ręce i twarze. Gdy zmarły zostanie spalony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają ją na pagórku.” Nad pochówkami kurhanowymi jeszcze w XIX wieku Słowianie mieli wznosić budki. O budkach dla zmarłych wspomina również Kosmas. Może stanowiły miejsce przystanku dla przybywających do ziemskiego świata dusz zmarłych (wszak i dziś stawiamy powszechnie budki dla ptaków, pod postacią których nasi Przodkowie widzieli duszę ludzką!). Może właśnie tego typu budka była słowiańskim odpowiednikiem dzisiejszego nagrobka? W opisanym wyżej obrządku pogrzebowym Szyjewski upatruje dualizmu solarno (ciałopalenie) chtonicznego (składanie urny w kopcu). Jeżeli te przypuszczenia są słuszne, to może taki obrządek pogrzebowy stanowi odbicie wierzeń o zróżnicowanej istocie duszy?


Nieco inaczej zwyczaje pogrzebowe Słowian opisał Nestor: „I jeśli kto umierał, to czynili nad nim tryznę, a potem czynili stos wielki i wkładali na ten stos umarłego i spalali, a potem zebrawszy kości, wkładali je w małe naczynie i stawiali na słupie przy drogach, jak czynią Wiatycze i dziś.” Owo umieszczanie przez zachodniosłowiańskich Wiatyczów i Radymiczów urn na słupach może jest nawiązaniem do starszego zwyczaju – umieszczania zwłok w gałęziach drzew. Jeżeli tak to mielibyśmy do czynienia z odmiennym obrządkiem, w którym występowałby dualizm solarno (czy może raczej: ogniowo) uraniczny.

Zarzucenie przez Słowian obrządku ciałopalnego dało pole dla rozwoju zagrożenia ze strony upiorów. Stąd rozwinął się również prawdziwy arsenał środków unieszkodliwienia ich. Większość z nich skupia się na okaleczaniu zwłok, by uniemożliwić żywemu trupowi wędrowanie wśród żywych. Kołkami (na południu głównie głogowe, na północy raczej osikowe, powszechnie zaś klonowe czy lipowe) przebijano ciało – zwłaszcza serce, ale również... pośladki. Często również domniemanemu upiorowi wiązano ręce, kaleczono pięty czy przecinano ścięgna. Zdarzało się także wbijanie kolca w pępek, czy życzenie, aby zawsze miał ciernie na swych drogach.

Mniej drastyczne środki związane są nie z samymi zwłokami, ale z pochówkiem, a więc rzucanie do trumny maku, czy przysypywanie grobu głazami. Jeżeli Kaszubi podejrzewają zmarłego o wstawanie z mogiły to dają mu kawałek sieci, aby musiał je rozsupłać przed wyjściem. Pogrzeb zaś urządzano na rozstajnych drogach lub na bagnie. Metod ochrony przed groźnymi duchami są jednak dużo liczniejsze i wymienianie ich wszystkich w tym miejscu mija się z celem. Dość jednak o upiorach; wróćmy do tematu obrządków pogrzebowych i towarzyszących im zwyczajów.

Według prastarego wierzenia przez czterdzieści dni po śmierci dusza krąży jeszcze w tym świecie. Po tym czasie urządzano stypę, choć ta bywała organizowana również rok po śmierci. Warto wspomnieć, że po owych czterdziestu dniach Wielkorus karmił dzikie ptactwo ziarnem. Razem z Serbem zaś rzeźbił na nagrobnych krzyżach wizerunki ptaków. Oba zwyczaje zdają się nawiązywać do ptasiej postaci duszy w wierzeniach Słowian. 


Jak to wygląda współcześnie? Otóż możliwe jest przeprowadzenie ceremonii pogrzebowej przez gromadę rodzimowierców i jeden taki pogrzeb już spełnialiśmy. 

Domy pogrzebowe i zarządy cmentarzy wykazują na ogół sporą elastyczność pod kątem uczestnictwa duchownych rozmaitych wyznań, w tym żerców. Oczywiście, rozpalenie na terenie cmentarza (czy gdziekolwiek indziej) prawdziwego stosu pogrzebowego raczej nie wchodzi w grę, a pozostaje – zalecana tak naprawdę w naszej religii – kremacja. Żadnego natomiast problemu nie powinno stanowić przeprowadzenie modlitw przez żercę, zaśpiewanie przez Was tradycyjnych pieśni i złożenie darów grobowych (o tych – patrz niżej). 

Każdy taki obrzęd powinien być tak naprawdę indywidualnie zaplanowany i uwzględniać wszystkich uczestników. Ten z naszych wspomnień był spory – około 50 osób – gdzie oprócz dwójki dorosłych dzieci Zmarłej jedynymi (żywymi) uczestnikami-rodzimowiercami była kilkuosobowa delegacja naszej grupy. Jednak nawet ta okoliczność nie była wyraźną przeszkodą i wszyscy zaśpiewali przygotowaną przez nas pieśń pogrzebową oraz wysłuchali modlitwy do Opiekuna Zmarłych, do Welesa. 

A więc – „da się”. Jak wobec tego zadbać, żeby Was z tego świata pożegnano w rodzimym obrządku? To zależy niestety tylko i wyłącznie od tego, jak Wasza rodzina zapatruje się na naszą religię. Przepisy prawne (Dz.U.2023.887) mówią, że:

1.  Prawo pochowania zwłok ludzkich ma najbliższa pozostała rodzina osoby zmarłej, a mianowicie:

1) pozostały małżonek(ka);
2) krewni zstępni;
3) krewni wstępni;
4) krewni boczni do 4 stopnia pokrewieństwa;
5) powinowaci w linii prostej do 1 stopnia.

Prawo pochowania zwłok osób wojskowych zmarłych w czynnej służbie wojskowej przysługuje właściwym organom wojskowym w myśl przepisów wojskowych. Prawo pochowania zwłok osób zasłużonych wobec Państwa i społeczeństwa przysługuje organom państwowym, instytucjom i organizacjom społecznym. Prawo pochowania zwłok przysługuje również osobom, które do tego dobrowolnie się zobowiążą.

Wynika z tego, że jeżeli Wasz partner życiowy jest rodzimowiercą, ale żyjecie z nim na kocią łapę, to pierwszeństwo zorganizowania pogrzebu będzie miała rodzina biologiczna. I jeżeli są to gorliwi monoteiści, to niestety mają prawo zorganizowania Wam pochówku według ich własnej religii :( Był już w naszej gromadzie taki przypadek, niestety. A i inne gromady doświadczyły już takich pogrzebów, podczas których ich żerca był chowany według obrządku katolickiego. Tak więc, moi kochani, jeżeli chcecie mieć pochówek w tradycji rodzimowierczej, to lepiej weźcie ślub z praktykującym rodzimowiercą!

Załóżmy jednak, że macie już tego współmałżonka rodzimowiercę i ma kto Was pochować po słowiańsku. Wówczas i tak może się zdarzyć, że zarządca cmentarza np. w małej miejscowości będzie stwarzał problemy dla pochówku w tradycji niedominującej w małych miejscowościach. Ale wtedy możecie mu zacytować odpowiednią ustawę (Dz.U. 1959 nr 11 poz. 62), która mówi, że:

2. W miejscowościach, w których nie ma cmentarzy komunalnych, zarząd cmentarza wyznaniowego jest obowiązany umożliwić pochowanie na tym cmentarzu, bez jakiejkolwiek dyskryminacji, osób zmarłych innego wyznania lub niewierzących.

3. Zarząd cmentarza wyznaniowego nie może odmówić pochowania zwłok osób, które posiadają nabyte prawo do pochówku w określonym miejscu tego cmentarza.

4. Prawo to służy, obok osoby określonej w ust. 3, także jej bliskim, to jest małżonkowi, wstępnym, zstępnym, rodzeństwu i przysposobionym.

5. Zwłoki osób, o których mowa w ust. 3 i 4, powinny być przez zarząd cmentarza traktowane na równi ze zwłokami osób należących do wyznania, do którego należy cmentarz, a w szczególności pod względem wyznaczenia miejsca pochowania, właściwego ceremoniału pogrzebowego i wznoszenia stosownych nagrobków.

No dobrze, załóżmy, że ma kto Was pochować i jest dostępne miejsce na cmentarzu. Została ostatnia kwestia - dary grobowe. I tu jesteśmy uratowani :) Rozesłaliśmy zapytania do kilku domów pogrzebowych i dowiedzieliśmy się, że nie istnieją żadne przepisy zabraniające wkładania czegokolwiek do trumny bądź do urny. Jeżeli jednak ta trumna i ciało mają być poddana kremacji, to:

Podczas przygotowań należy pamiętać, że trumna, w której szczątki zostaną spopielone, nie może być lakierowana i musi być pozbawiona metalowych lub plastikowych ozdób. Można do niej włożyć bliskie zmarłemu przedmioty, ale tylko i wyłącznie jeśli są one wykonane z materiałów palnych (takich jak papier, drewno i tym podobne). Z uwagi na bezpieczeństwo nie wolno natomiast wkładać rzeczy z metalu czy plastiku, usunąć należy także rozrusznik serca.


Co najlepiej nadaje się na dary grobowe? Poglądu na to, co zabierali ze sobą w tę daleką drogę nasi Przodkowie dostarcza archeologia (z jednej strony powinniśmy się w tym miejscu podenerwować, że archeolodzy to rabusie grobów, ale z drugiej strony - ich publikacje dostarczają nam trochę istotnej wiedzy...). Przede wszystkim były to broń i narzędzia, ozdoby i odzież, sporo jedzenia i napitku - a więc z grubsza to, czego konkretny osobnik potrzebował/a za życia, może w nieco lepszej jakości. Co prawda badacze mają wątpliwości, czy zwyczaj dawania monety "dla przewoźnika" jest aby słowiański, a nie zawleczony, ale biorąc pod uwagę ilość biżuterii, złota i bursztynu w niektórych pochówkach - pieniążek nie zawadzi. Warto również zadbać o znalezienie się wśród darów jakiegoś narzędzia do rozpalania Ognia.


Podsumujmy ten przydługawy wpis radą matrymonialną aktualną w każdej kulturze i religii: poślubcie kogoś wyznającego Waszą religię i bądźcie dla niego mili :)

2023-06-05

Tradycja, współczesność i żywa religia

Rodzimowierstwo słowiańskie jest próbą kontynuacji historycznej religii dawnych Słowian. Używamy imion Bogów zapisanych w średniowiecznych kronikach, adaptujemy przechowane w folklorze obrzędy, ale – staramy się być religią dzisiejszą, żywą.

Wbrew pozorom wiadomości do poznania duchowości naszych Przodków mamy całkiem sporo; jesteśmy w stanie całkiem dobrze określić, jakie funkcjonowały u nich mity i obrzędy. No, a przynajmniej mamy co najmniej kilka akademickich propozycji. Jednak nie wszystko da się dzisiaj zrealizować. Z jednej strony zmieniły się realia i normy społeczne – dziś np. na świętach rodzimowierczych nie składa się ofiar ze zwierząt, a mówią o tym praktycznie wszystkie źródła historyczne. Z drugiej jednak: znaczna część starych obrzędów dla wielu wyznawców nie ma jak spełnić swej pierwotnej roli. W większości bowiem ich działanie odbywało się na zasadzie: „Oto moje pole pszenicy, które uprawiam razem z mą rodziną i z niego żyjemy”. W sumie nic dziwnego, skoro w zasadzie całość istotnych danych zebrano w środowisku wiejskim, agrarnym. Wśród rodzimowierców jednak przeważają tzw. „mieszczuchy” (w tym autor tych słów), którzy nie odróżniliby lebiody od szczawiu, o uprawie roli nie wspominając.

Czy to znaczy, że o tych, w istocie rolniczo-pasterkich, rytach mielibyśmy zapomnieć? Nie: są ważną częścią kultury i tym, co zostało z wierzeń Przodków (w większości – też rolników). Niosą pewien model postępowania ze światem i działań obrzędowych. Skorzystawszy z tej lekcji, możemy tworzyć żywe i dzisiejsze rodzimowierstwo.

Właśnie – „tworzyć”. Wiara rodzima, by pozostać sobą, musi zachować pewne podstawowe wartości, jak odnoszenie się do konkretnych Bogów, wzór uroczystości, przekazywane wartości. Sama w sobie jest jednak wyznaniem dzisiejszym, więc musi odpowiadać na potrzeby duchowe dzisiejszych wyznawców. Jest to z pewnością wyzwanie, odpowiedź na które wiara rodzima będzie formułować jeszcze długo. Dzisiejszy wpis zakończymy natomiast propozycją współczesnego wykonania „Zoriuszki” oraz cytatem z książki zagranicznej, „The Essence of Shinto: Japan's Spiritual Heart”, autorstwa M. Yamakage – shintoistycznego kapłana: 

"Since I belong to the 79th generation of an ancient Shinto tradition, it is quite understandable that I attach great importance to tradition and continuity. However, I also believe that religious expressions, that is to say the language and form of religion, must adapt and evolve. There is now so much exchange of ideas between cultures and faiths that traditional forms can no longer be justified on grounds of tradition alone. Social and cultural changes have been so profound that the old forms often lack relevance to modern men and women. Therefore, we should not hesitate to make up for what we lack and to improve what we need to improve. To believe that only the language and form of two millennia ago are valid for today is pure bigotry and dogmatism, and far removed from any kind of spiritual awareness."