Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

2024-11-11

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – globalna wioska i Ziemia Święta

Internet jest wylęgarnią śmieszków i memów, więc od razu wyjaśnijmy – jakby było co wyjaśniać – że „Ziemia Święta” to oczywiście Pomorze. Jedyna prawdziwa kraina, gdzie mieszkają Bogowie i prawdziwi ludzie. No - przynajmniej większość 😉

Skoro w tej serii wpisów skupiamy się trochę bardziej na społecznym, niż teologicznym aspekcie religii (‘duchy są wszędzie’ && ‘religia zajmuje się duchami’ => ‘religia zajmuje się wszystkim’), nie sposób pominąć kwestię globalizacji i naszej Małej Ojczyzny. Oczywiście, Bogowie i duchy są obecni w całym świecie i od dawna głosimy, że dobry rodzimowierca jeśli trafi np. do Japonii (niech będzie daleko i egzotycznie) to pierwsze co, powinien pójść do chramu shinto i pokłonić się Kami. Jednak, niezależnie od internetu dzięki któremu jesteśmy w stanie pracować w czasie rzeczywistym zdalnie z ludźmi z innych kontynentów – na co dzień działamy tu i teraz. Zanurzeni jesteśmy w ciągłym strumieniu duchów. Naginając się do smoka globalizacji, mniej lub bardziej ochoczo wpuszczamy weń prądy z innych rzek, jednak główne źródło bije na naszej ziemi.

Święto Mokoszy 2021, Jeleńska Huta


A nasza ziemia jest naprawdę fajna. Mówią, że podróże kształcą i rzeczywiście: warto wyjechać. Mam to szczęście, że pojeździłem trochę po świecie i miałem okazję zobaczyć duże zachodnioeuropejskie stolice, skandynawskie fiordy (są przepiękne!), jak i indyjskie zatłoczone uliczki (dla większości „cywilizowanych mieszczuchów” – mocno przebodźcowane). Te ostatnie zresztą rozszerzają skalę do stopnia, w którym podróż po Europie to taka dłuższa przejażdżka między Gdynią, a Gdańskiem, tylko że zmienia się dominujący język na ulicach. Ale właśnie: podróże kształcą. I uczą, że u nas jest naprawdę miło, czysto i spokojnie. Na ulicach nie ma śmieci; ta puszka po energetyku szpeci, ale w skali ustanowionej np. przez Indie – nie liczy się. Wieczorem nie zastanawiam się czy na ulicy jest bezpiecznie i czy mogę puścić żonę do sklepu, tylko mówię jej co ma kupić dla mnie skoro już idzie. Do tego duża pusta przestrzeń nad Morzem sprzyja okresowym wiatrom, dzięki czemu cieszymy się przez większość czasu, nawet w miastach, względnie czystym powietrzem. No i mamy – wbrew pozorom – sporo zieleni. Żeby pójść do lasu, mieszkaniec takiego Trójmiasta nie musi – jak nasza koleżanka z Włoch (którą serdecznie pozdrawiamy!) jechać 50 km, albo wręcz do Szwajcarii. Idzie po prostu do Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego lub innego z lasów okolicznych. Tu warto wspomnieć o organizowanych przez nas pąciach, służących właśnie zapoznaniu z zaletami przyrodniczymi naszego regionu [ klik!!! ].

Pąć do miejsc mocy, 2023

Warto włączyć taką optykę w swoje życie i pokochać swoją małą ojczyznę. Poszukać duchów przejawiających się w naszym otoczeniu i postarać z nimi dogadać, poukładać. Poznać szczególne miejsca, zwłaszcza w lasach czy nad Morzem, może o nie zadbać. I wiadomo: włodarze miejscy mają różne pomysły, lepsze lub gorsze i nie ze wszystkim trzeba się zgadzać (czemu można [i trzeba!] dać wyraz choćby na wyborach samorządowych). Ale w skali świata jest naprawdę fajnie. I za to warto przed Bogami i ludźmi wyrazić wdzięczność :) 🇵🇱


2023-12-18

Ekologia - nie dla plastiku

W społeczności wiejskiej, złożonej w większości z niemal samowystarczalnych gospodarstw, normą jest raczej przygotowywanie darów obrzędowych w swoim domu: od ugotowania mięsa, przez upieczenie chleba, aż po uwarzenie piwa czy sycenie miodu. W społeczności miejskiej nieco trudniej - przynajmniej część - z takich przygotowań zrealizować, stąd dużą część darów ofiarnych i potraw biesiadnych stanowią rzeczy kupione w sklepie. Nie jest to nic złego: znak czasów i rzeczywistość świata opartego w dużej mierze na handlu monetarnym.

Problem pojawia się często w związku z opakowaniami. Szkodliwy wpływ tworzyw sztucznych jest sprawą szeroko omawianą nie od wczoraj. Nie pomagają naszej planecie ani ich ograniczona biodegradowalność, skończone możliwości wykorzystania w roli surowców wtórnych (po pewnej liczbie “recycling’ów” stają się bezużyteczne), ani (wszech)obecność mikroplastiku zatruwającego środowisko.

Upatrywanie jednej z podstaw wiary rodzimej w czci Przyrody nakazywałoby, w imię zachowania podstawowej konsekwencji, brania jej dobra pod uwagę podczas przygotowywania się do świąt. Jeżeli tylko mamy taką możliwość zrezygnujmy więc z produktów sprzedawanych w opakowaniach z tworzyw sztucznych. Nie chodzi oczywiście o manewr regularnie praktykowany przez - bardzo sympatyczną, lecz nie do końca rozumiejącą ideę - panią z piekarni: “Ojej, Pan zawsze chce papierową torbę, a dałam do foliówki - to ja przepakuję!”. Foliówka rzeczywiście nawet nie wygląda ładnie i psuje estetykę stołu obrzędowego (domowego czy rodzinnego też), ale istotą zagadnienia jest nie-napędzanie jej krążenia po świecie.


Ktoś może zapytać, czy takie “pieszczenie się” z ochroną środowiska nie jest jeno współczesną nadbudówką, którą rodzimowiercom miło jest dopisywać do swojej religii? Przecież słowiańska wieś, co podnoszą nieraz etnografowie, prowadziła na porządku dziennym gospodarkę wręcz rabunkową i obchodziła się z dziką Przyrodą w sposób, który niejednego “ekologa” doprowadziłby do ciężkiej frustracji?  I tak i nie. Podnoszone przez badaczy zarzuty są prawdziwe i nawet wieki narzuconego wraz z chrześcijaństwem “czynienia sobie Ziemi poddaną” nie usprawiedliwiają wobec dewastacji środowiska. Jednak prawda jest taka, że przedstawiciel typowej kultury wiejskiej miał - w porównaniu z dzisiejszym przemysłem - bardzo ograniczone możliwości niszczenia środowiska. Nie miał pił spalinowych, harvesterów czy kopalni odkrywkowych, o wielkotonażowych fabrykach przemysłu chemicznego nie wspominając. Na przestrzeni kilku pokoleń (a taki był właśnie z grubsza horyzont czasowy społeczności niepiśmiennych) poważniejsze skutki ekologiczne mogły pozostawać niezauważone.

Jednak dbałość o Przyrodę ma solidną podstawę w duchowości tradycyjnej. Jej celem jest bowiem przede wszystkim zachowanie ładu kosmicznego - “by Słonejko wschodziło, żeby trawa rosła”. Przede wszystkim w tym celu przeprowadza się doroczne ryty. Czyż dbałości o środowisko nie przyświeca w istocie dokładnie taka sama motywacja, tyle że wyartykułowana z innej pozycji?