2025-04-02

Kącik zielarski: Karneol i Kryształ Górski Braci z krzemu

Większość ludzi kojarzy Słowian z używaniem bursztynu, głównie z powodu sławnego Bursztynowego Szlaku. Jednak Przodkowie wykorzystywali też inne minerały, czy to z lokalnych terenów czy z handlu z Germanami czy Rzymianami. Dziadowie wykorzystywali minerały w leczeniu czy w praktykach magicznych, wykorzystując energię otoczenia, gromadzącą się w minerałach. Moc kamieni przekazywali w odpowiedni sposób, jak nosząc je, trzymając przy sobie czy pijąc (nie każdy minerał można pić – niektóre zawierają trujące związki).

Rodzimymi minerałami które dziś opiszemy są karneol i kryształ Górski. Nie tylko wykorzystywano jako ozdoby w starodawnej branży jubilerskiej. Choć są na pozór różne, to chemicznie są tożsame: stanowią odmiany ditlenku krzemu. Karneol, karniol czerwona półprzezroczysta odmiana chalcedonu (skrystalizowana odmiana krzemionki SiO2) w ultrafiolecie przejawia biało-niebieską fluorescencję. W 10 stopniowej skali twardości Mohsa ma 6,5-7,0. Często mylony z jaspisem. Występuje w okolicach dolnego Śląska. Noszony oczyszcza krew, poprawia stan wątroby, pomaga na męskie problemy z potencją i libido. Noszony jako amulety w postaci kolii czy pierścieni chroni przed czartami i upiorami. Przyciąga dobrobyt, dodaje odwagi i kreatywność, pasję i inspiracje 

Karneol - zdjęcie z Wikipedii

Kryształ Górski ( greckiego κρύσταλλος krystallos - lód). Jest to bezbarwna i połyskliwa, przezroczysta odmiana kwarcu, o twardości 7 w skali Mohsa. Występuje w Górach Świętokrzyskich, na Dolnym Śląsku oraz w okolicach Strzelina i Tatrach. Znachorki ze Słowiańszczyzny Wschodniej wykorzystywały wiele minerałów w swojej praktyce, również do wzmacniania działania ziół. Przykładowo, kryształ górski umieszczana na 5 tygodni w lnianym woreczku z korą dębu, by zwiększyć jej skuteczność w walce z biegunkami, czy jastrzębca kosmaczka, wobec chorób płuc.

Noszenie przy sobie kryształu górskiego ma wspierać kruchą odporność organizmu, a także potęgować efekty lecznicze innych kryształów oraz neutralizować szkodliwe energie i poprawiać zdolność koncentracji. Ma też mieć korzystne przełożenie na zdolność do osiągania wizji i intuicyjnych wglądów.

Pamiętajcie, że ten wpis służy poszerzeniu Waszych horyzontów. Nie zastąpi fachowej porady medycznej, a wszystkie środki lecznicze powinny być stosowane w porozumieniu z lekarzem lub farmaceutą.

autor: guślarz Michał „Nikrug” Dąbek; zdjęcie karneolu z Wikipedii

2025-03-31

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – Bogowie w Przyrodzie

Jantar od dawna głosi świętość Przyrody, jako zdolnej pokazywać nam Bogów. Ci przejawiają się we wszystkim, w całej dostępnej nam rzeczywistości, jednak to właśnie te przyrodnicze hierofanie zdadzą się być najbardziej czytelne i dostępne dla każdego. Jedną z wcześniejszych faz religioznawstwa było nawet uznawanie wszystkich ludzkich opowieści o Bogach za nic innego, jak tylko za naiwno-poetyckie opisy zjawisk niebieskich i ziemskich. Takie redukcjonizmy przywołuje się dziś chyba tylko omawiając historię dyscypliny, uznawszy je za nazbyt spłaszczające (ale spokojnie, ich miejsce starają się zająć inne, psychologizujące). I choć interpretowano ją zupełnie inaczej niż my, to jednak w tej młodej erze nauk o religiach powiedziano ważną rzecz: Bogów tradycyjnych religii widać w Przyrodzie.

Przyroda jest święta. Nie oznacza to, że kłaniamy się każdemu drzewu czy kamieniowi z osobna, chociaż każde z nich ma swoją duszę. W końcu każdy człowiek też, ale nie czcimy przecież wszystkich ludzi. To, że Przyroda jest święta, oznacza, że widząc wschód Słońca widzimy wstającego na Niebie Boga, który błogosławi całemu światu swoim ciepłem i światłem. Dudniący grzmot to Bóg polujący na węże i czarty, a zieleniąca się pod naszymi stopami Ziemia to Bogini. Zgłębianie starożytnych tradycji otwiera oczy na podobne doświadczenie i pozwala je nawet uporządkować, choć chwilami grozi skostnieniem postrzegania, a niekiedy skazuje na grzęźnięcie w labiryncie teorii i domysłów. Jego przeciwwagą zda się być samodzielne poszukiwanie doświadczeń „wizjonerskich”, „astralnych” czy jakkolwiek jeszcze je zwać. Choć bardzo cenne, nie każdy potrafi je skutecznie podjąć i zrozumieć, przez co mogą prowadzić w odklejania się od rzeczywistości – aż do etapu, gdzie „Bogowie” stają się zaświatowymi abstrakcjami, bytującymi na czternastej głębi poziomu mentalnego. Czy jakoś tak. Tymczasem punkt wyjścia w prostym przyrodniczym pojmowaniu ma same korzyści. Przede wszystkim zaczynasz dostrzegać Bogów tu i teraz, a Twoje doświadczenie świętości przestaje być uwarunkowane przyjęciem teorii tego czy innego naukowca czy kompleksami z powodu braku OOBE. No dobrze, jest pewna zasadnicza wada: zaczynasz bardziej martwić się dewastacją środowiska.

Zofia Stryjeńska, "Boh"

Ale czy takie widzenie Bogów wprost w Przyrodzie nie jest naiwne? Dla człowieka nowoczesnego z pewnością tak. W końcu człowiek (już „po”)nowoczesny jest produktem wielu wieków rozwoju cywilizacji. Filozofia i psychologia wytworzyły nader złożone i subtelne koncepcje ludzkiej psyche, a nauki ścisłe zdążyły drobiazgowo wyjaśnić mechanizmy większości zjawisk, w których my widzimy Bogów. A jednak to właśnie mówimy wprost: w Przyrodzie są Bogowie. Sprzeciwianie się Ich obecności tu i teraz może odbyć się jedynie przez szczucie Bóstwa sforą przeintelektualizowanych koncepcji, wypuszczonych z psiarni ludzkiej pychy. Ta chciałaby bowiem sama rządzić zastaną rzeczywistością i niepotrzebni jej jacyś „Bogowie obecni tu i teraz”.

Twierdząc, że „Bogowie są w Przyrodzie”, nie twierdzimy jakoby się do niej ograniczali. Przenikają wszystko, a właściwie: wszystko z Nich wynika. Greccy platonicy mieli to najgłębiej rozpracowane, w postaci systemu emanacji. Chors wygląda ze wszystkiego co zmienne i Jemu podległe – choćby z wypełniających się na przybierającym Miesiącu sokiem pędami, czy korzeniami, bogacącymi się gdy Jego ubywa. Przyświeca temu co dzieje się pod osłoną tajemnicy czy powstaje w wyniku wzruszenia i natchnienia – a jednak to w nocnym srebrnym świetle Miesiąca rozpoznajemy tego Boga natychmiast.

2025-03-28

Po co nam tylu Bogów – Chors, a zdobycie pracy i jej pomyślne wykonywanie

Jest poniedziałek, godzina 08:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Pomorskiej Ziemi Świętej. Dzisiaj o zwracaniu się do Chorsa poszukując pracy, czy pragnąc dobrze ją wykonywać.

Bóstwo jaśniejące z ciemnego Nieba przedstawia się jako tajemnicze i zmienne. Króluje w nocnym świecie, który ludziom kojarzy się jako obcy, pociągający, niebezpieczny. Jednak Jego przemiany pozwoliły na pomiar czasu, a przez to na zaprowadzenie ładu i porządku w wielu dziedzinach życia. Dziedzinach dodajmy, użytkowych, jak prace na polu czy wypływanie w Morze, albo leczenie, które od dawna stanowiły dla ludzi główne zajęcie i źródło utrzymania. Daje to dobre tło, by do Chorsa zwracać się i dzisiaj, gdy pragniemy dobrze wypełniać ciążące na nas obowiązku, czy gdy poszukujemy nowej pracy. O tych dwóch kwestiach opowiemy dzisiaj trochę osobno.

Przede wszystkim, przemiany Chorsa są od wieków stałe: Bóg odradza się i przybiera krągły niczym kołacz, który potem pożerają wilki i nocne stwory. Oprócz niezwykłych zdarzeń jak zaćmienia – nie ma odstępstw od tego rytmu. To bezwzględne przestrzeganie niebiańskiego prawa, które wyznacza Bogu Jego los, daje pierwszy przykład, który można od Niego czerpać: dyscyplinę. Wszystkie sprawy mają swój czas i porządek, którego nie wolno zaniedbywać. Jednym z największych dobrodziejstw, które Miesiąc podarował ludzkości jest właśnie możliwość odmierzania czasu i planowania. Oddajmy cześć Chorsowi robiąc użytek z tej możliwości! Co więcej, od dawna zwracano uwagę na Jego fazę przy poszczególnych czynnościach: czy Go przybywa, czy topnieje, czy może jest właśnie największy na Niebie, czy też nie widać Go wcale.  Stosownie do tego co miało wzrastać i rozwijać się, rozpoczyna się najlepiej oświetlone sierpem Młodego Księżyca, a sprawy największe – w blasku krągłego, pełnego Miesiąca. Zebrawszy to razem, już same przemiany Chorsa pozwalają i uznanie Jego wpływu na ludzkie starania dają dość podstawy, by spróbować zorganizować coś lepiej.

Stanisław Jakubowski "Chors"

Z drugiej strony, Jego srebrne światło przenikające mroki nocy od wieków inspiruje poetów i marzycieli, co wyklucza nazbyt „sztywne” i „zdyscyplinowane” wyobrażenia o tym Bogu, wskazując też drugi kierunek. Nie tyle sprzeczny, co uzupełniający. Otwórzmy się na podświadome sygnały, na natchnienie. Jeżeli jakaś wiedza zda się rodzić w nas sama z siebie, czy przypływać z ciemnej nicości, nie ma powodu jej odrzucać, choćby brak jej był racjonalnego rodowodu. Jeśli coś mówi Ci, by dzisiaj zadziałać choć trochę inaczej niż zwykle, by zamiast powtarzalnej sztampy wprowadzić coś innego, albo nawet, tym razem po prostu poświęcić trochę więcej wysiłku, by to co wychodzi z Twoich rąk było piękne – może warto posłuchać? Szczególnie takie podejście zda się dobrze nadawać do realizacji „kultycznej”, gdy zwrócimy się do Boga o zesłanie szczęśliwego natchnienia.

Wspomnienie o „zmianach” i „czymś nowym” to dobra sposobność by przejść do zagadnienia z tytułu wpisu, do poszukiwań nowej pracy. Szczególnie tutaj ten aspekt związany z natchnieniem zda się mieć zastosowanie, bo może dopomóc w znalezieniu nowej pracy. Złożyć papiery do firmy, o której normalnie być nie pomyślała? Poszukać ofert w nowym, nieznanym wcześniej miejscu? Albo pomyśleć o większych zmianach i rozejrzeć się w innym zawodzie, niż kurczowo trzymać się obrabiania niezbyt urodzajnego poletka? Ale także kierować się, na tyle, na ile dynamiczna codzienność pozwoli, urodą Nocnego Słońca na Górnym Morzu i intensyfikować umawianie rozmów o pracę czy rozsyłanie papierów, kiedy Jego przybywa.

I co najważniejsze z punktu widzenia czci boskiej – modlić się do Chorsa. By wzrastając pomagał rosnąć sposobnościom, które wykorzystamy i swym światłem dopomógł nam je dostrzec – nawet jeśli wkoło ściele się cień. By malejąc zmniejszał wraz ze sobą to, co zagradza drogę i trzyma nas w miejscu. Jest jednak jeszcze coś. Gdy Miesiąc marnieje na Niebie, jest pożerany przez wilki i łakome nocne duchy. Jeśli więc czujemy się tak, jakby coś się na nas zawzięło i pożerało wszystkie dobre okazje, nim byliśmy je w stanie uchwycić – można złożyć temu Bogu dar i prosić by odciągnąć łapczywą bestię od człowieka, od nas.

2025-03-21

Po co nam tylu Bogów – Morski Bóg, a budowa nowego domu

Jest piątek, godzina 08:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj o szukania wsparcia Morskiego Boga budując nowy dom.

Przez „dom” zwykliśmy rozumieć nadający się do zamieszkania budynek. Określenie to rozszerzymy jednak zarówno na grupy ludzi, wśród których funkcjonujemy, jak i okoliczności, w których siebie umieszczamy. Bo czyż „domem” nie nazwiemy też grupy ludzi, w której czujemy się bezpiecznie i „u siebie”? I czy wracając np. do starego, a lubianego zajęcia, nie przyrównujemy go czasem do „powrotu do domu”?

Morskiego Boga, Władcę rozkołysanego i niestałego morskiego żywiołu, trudno skojarzyć z typowym osiedleniem się. A jednak zazwyczaj poprzedzają je poszukiwania i podróż, w wyniku których dopiero osiągamy swoje miejsce na świecie. Właśnie na takie okoliczności proponujemy poniższą modlitwę do Morskiego Boga:

Władco Szczodry, Gospodarzu Wodny,

Fal szczęśliwych, podarz mi gromadą,

Szczerosrebrych, na brzeg dobry walą,

Niech mi moszczą, przystań cichą ładną,

Niech przemieszczą, szybko i łagodnie,

Gdzie się zmieszczę i swój świat zbuduję.

Aalesund

Dziękujemy za przeczytanie wpisu. Zachęcamy do śledzenia naszej strony, reagowania na posty, komentowania i co najważniejsze - oddawania czci Bogom!


2025-03-17

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – ludzie i tożsamość

Jest poniedziałek, godzina 08:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Dzisiaj o spoiwie społeczności.

Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Powtarzany przy różnych okazjach truizm brzydko się starzeje. Nie żeby tracił na aktualności, wręcz przeciwnie. Po prostu obecne czasy pełne są czartów, które go depczą, a jednocześnie po wypaczeniu – wycierają sobie nim gębę. Nie chodzi jedynie o skalę; po przekroczeniu pewnej liczebności grupy, po prostu niemożliwe jest dla jej członków zachowanie zażyłości więzi niczym w plemiennej wiosce. Zdałoby się jednak, że skoro już mamy „naród” to, że jego dusza będzie mieć ścięgna i kości trwalsze i bogatsze niż język, baza numerów PESEL i podatki. Czy tak jest w istocie, niech każdy oceni po swoim otoczeniu. Tymczasem na różnych portalach wyprodukowano w ostatnich latach całe ściany (labirynty wręcz) tekstu na temat dochodzenia do głosu ruchów określanych jako „populistyczne”. Diagnozy skupiają się na kierowaniu programów wyborczych do „zaniedbanych”, grup społecznych, obiecywaniu gruszek na wierzbie czy wykorzystywaniu najniższych, łatwych do rozgrywania instynktów. Jantar wraz ze swoimi mediami pozostaje apartyjny, stąd nie będziemy teraz wnikać ani w słuszność wystawianych takim ruchom ocen, ani w trafność samych analiz ich rosnącego powodzenia. Przywołujemy jednak ten wątek, bo częstokroć ruchy owe dają swoim członkom bardzo wyrazistą tożsamość, zazwyczaj zresztą sprzedawaną wprost jako „narodowa”. Ugrupowania „umiarkowane” rzadko proponują równie mocne spoiwo, a „rozsądni i spokojni” obywatele nazbyt często odrzucają je, stawiając znak równości między samą ideą, a jej najgorszymi realizacjami.

Nie ma co karmić czartów narzekaniem. Lepiej skupić się na tym, co możemy – a możemy dużo, bo i duży zasób posiadamy: bogatą tradycję i bardzo wyrazistą tożsamość, którymi możemy „nakarmić” duszę naszego dużego plemienia. Żyjemy w takich czasach, że już samo głośne „Oddaję cześć słowiańskim Bogom” zmienia zasady gry. Większość współobywateli nie dość, że odzwyczaiła się od religii branej „na serio” to politeizm kojarzy przede wszystkim z podręcznikami zamierzchłej historii. Dlatego właśnie to proponujemy jako początek. Oczywiście, bez nachalności, którą w dowcipach prezentuje student prawa, obwieszczający zdobywane wykształcenie zamiast „Dzień dobry”. Jednak, gdy temat wynika naturalnie – mówmy otwarcie o swej religii, zwłaszcza, że łatwo można dodać sprawy, które rzeczywiście nas łączą z resztą narodu: malowane wiosną jajka, zostawianie światełek na grobach czy pustego miejsca przy szczodrogodnym stole. Cały wybór rodzimego obyczaju.

Wielu ludzi ma chroniący przed odrzuceniem, wewnętrzny hamulec, zabraniający wyskakiwać z „oryginalnością” – zgodnie z instynktem stadnym. Jeśli jednak nie ryzykujesz zbyt wiele, to gorąco zachęcamy: mów otwarcie o swoich Bogach. Gdzie jest granica owego „zbyt wiele”? To już każdy musi sobie sam ustalić. Dla jednych będzie to dopiero bezpośrednie zagrożenie życia, dla większości zapewne okolice utraty pracy, czy konkretnej znajomości – chociaż, ile warta jest znajomość której mieliby przeszkadzać Bogowie?


2025-03-14

Po co nam tylu Bogów – Jarowit, a gniew

Jest piątek, godzina 08:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj o czci Jarowita i zagospodarowaniu uczucia gniewu.

Jarowit to Jeden z tych kilku Bogów, o których mamy nieco więcej wiadomości „z epoki”, a co więcej, widzimy Go właśnie w okolicznościach (zapowiedzi) Jego gniewu. Objawia się mianowicie jednemu z wołogoskich wieśniaków, zapowiadając cofnięcie swoich łask, przejawiających się w urodzaju i plenności, wobec tych, którzy odwrócą się od Jego czci. Otwarta odmowa kultu zda się być jedną z najcięższych przewin, jakiej człowiek może się dopuścić wobec Bóstwa. Również użyta przez Boga groźba jest tak naprawdę śmiertelna; tylko tak można postrzegać zanik „urodzajów niw i drzew, płodności stad i wszystkiego tego, co służy na pożytek człowieka.” Jednak, według przekazu, Jarowit wybiera objawienie się wobec jednego z wyznawców, by ostrzec ludzi przed swym gniewem.

I to jest właśnie przykład, który daje nam Jarowit. Jeżeli spotykamy się z rzeczywistą niesprawiedliwością i pogwałceniem ładu, gniew został wzbudzony słusznie - to należy znaleźć dlań stosowną odpowiedź. „Stosowną” oznacza zarówno siłę właściwą do przyczyny, jak i nie-działanie w zaślepieniu. Gniew należy do przyrodzonych nam uczuć, postrzegany jest nieraz jako jednoznacznie zły, jadowity i niszczący. Częstokroć stykamy się z radami, które sprowadzają się w istocie do wyparcia go. Rozwiązanie takie zda się jednak być co najmniej równie szkodliwe, jak pielęgnowanie i hodowanie narastającej żółci. W końcu uczucia to, przynajmniej u zdrowych ludzi, nie przypadkowe wahnięcia, lecz własna dusza, mówiąca jak ocenia zastane okoliczności.

Kamień z domniemanym wyobrażeniem Jarowita, zdjęcie z Wikipedii

Więc co wreszcie robić? Można pomodlić się do Zielonego Boga, by dopomógł osądzić, czy wzbierająca złość jest słuszna i wymaga działania i jeżeli okaże się, że tak – by nie zbrakło pewności i siły by je podjąć. Nie ma usprawiedliwienia dla bezmyślnego poddawania się każdemu drgnieniu serca, a już tym bardziej dla karmienia w nim gniewnych duchów, który szukałyby jedynie zaczepki. Jednak nie wolno również pozostawiać biernym, kiedy rzeczywiście spotykamy się z niezasłużoną krzywdą, ze złem i wszystkim tym, co niszczy pochodzący od Bogów ład. I tu także Bóg ze złotą tarczą jest władny nas wesprzeć: jest nie tylko Bogiem silnym, ale też wprost Bogiem wojny, prowadzącym swój lud do walki z przeciwnościami. 

Dziękujemy za przeczytanie wpisu. Zachęcamy do śledzenia naszej strony, reagowania na posty, komentowania i co najważniejsze - oddawania czci Bogom!

2025-03-10

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – zachwyt i znużenie

Jest poniedziałek, godzina 08:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Dzisiaj o przesileniu – ale nie astronomicznym, a nowymi wrażeniami.

Do Norwegii pojechałem w delegację z pracy, więc większość czasu spędzam tu tak naprawdę w biurze. Mimo to zostają popołudnia i dwudzionki (zadłużam się w tej chwili), kiedy da się to i owo zobaczyć, pozachwycać, pozwiedzać. A jednak - po kilku tygodniach spędzonych z dala od domu i rodziny, człowieka zaczyna ciągnąć do swojego. Czegoś podobnego doświadczyłem rok temu w Indiach. Tam zjawisko nastąpiło dużo szybciej, ale w sumie nie ma się czemu dziwić. Do Kraju nad Gangesem pojechałem podróżniczo-wczasowo, więc „chłonąłem” miejscowy, całkowicie odmienny, koloryt od pobudki do legnięcia w łóżku. W porównaniu z Indiami, Norwegia jest jednak dość podobna do Świętego Pomorza. Taka bardziej morska Gdynia z górami i częstszym wiatrem, tylko mówią po innemu. 

Zjawisko takiego znużenia może towarzyszyć rzeczywistemu zachwytowi. W Indiach była to odmienna kultura – a w zasadzie kultury, zważywszy wydarzenie, w którym uczestniczyłem. Były pokazy, pieśni i obrzędy. Na wyspach – Przyroda, ciągła obecność Morza, w sumie przyjaźni tubylcy, ślady „wikińskiej” przeszłości, z których są tutaj dumni. A jednak: człowiek wyrasta zanurzony w pewnym strumieniu duchów, którymi tętni jego Mała Ojczyzna, albo też: w pewnej sieci powiązań z nimi. Jak pisałem niedawno, dobrze tę bańkę czasem opuścić – by nie zacząć jej mylić z całym światem. Jednak nadmierne pozostawianie poza nią odcina dopływ ze źródła, które nas najbardziej kształtuje. Zda się mieć to szczególne znaczenie właśnie dla czciciela Starych Bogów, skoro nasz ruch dość istotnie zasadza się na „tożsamości tubylca”, a w Przyrodzie upatrujemy przejawienia się Bogów – w „naszej” Przyrodzie „naszych” Bogów. W cudzysłowie, bo ostatecznie wszystko się jakoś ze sobą łączy – na poziomie ekosystemów nie trzeba nawet krzty wiary w duchy żeby to po prostu wiedzieć.

Kiedy Wy czytaliście te słowa, ja byłem już na Świętej Ziemi Pomorskiej. I tak jak jestem wdzięczny Bogom za Dolę, w której mogłem zwiedzić kolejny kawałek świata, tak cieszę się, że znowu jestem u siebie. Nawet jeśli „tam” zobaczyłem po raz pierwszy Zorzę Polarną!

Zorza Polarna, wyspa Valderøy


2025-03-07

Po co nam tylu Bogów – Dadźbóg, a poszukiwanie zagubionego

Jest piątek, godzina 08:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj o zwracaniu się do Słonejka gdy poszukujemy zagubionego.

Zagubić można wiele. Cenne dokumenty, ważne wspomnienie, kluczyki do samochodu, portfel, spojrzenie dziewczyny w tłumie, siebie samą. W sumie wszystko. Miotamy się wówczas, czując szarpiący za ramię niedostatek, domagający się zaspokojenia. Nieraz dość brutalnie. Dość powiedzieć, że w większości takich przypadków popadamy w zaniepokojenie i irytację. Przecież było, a nie ma, jak to tak?! Zagubienie czegoś, zwłaszcza istotnego i mającego (zazwyczaj) swoje ustalone miejsce, jest naruszeniem ładu rzeczywistości. Nawet jeśli tylko jej małego, naszego osobistego kawałka.

A Słonejko z Nieba widzi wszystko. Spuścizna naszych słowiańskich Przodków zwie Go nawet „Okiem Boga”. Nie wyróżnia się tu zresztą akurat jakoś szczególnie, bo po drodze w podobny sposób ten Wielki Ogień Niebieski określały chyba wszystkie możliwe ludy i plemiona, wierząc jednocześnie, że jest On – jak i samo Niebo – wszechwidzący. Swoim wzrokiem z góry ogarnia całość stworzenia i swym wzrokiem przenika wszystko. Na uboczu przypomnijmy, że po słowiańskich wsiach zakazywano wskazywania Słońca palcem wprost, żeby „Bogu / Niebu oczu nie wykłuć”.

Fiodor Bronnikow "Pitagorejczycy świętujący wschód słońca"

Bóg o takiej sławie doskonale nadaje się na Wspomożyciela kiedy czegoś poszukujemy. Zwłaszcza jeżeli czujemy, że doznana strata narusza wprost ład naszego małego świata; wszak Dadźbóg Jaśniejący jest jednym tych Bogów, którzy zdadzą się być najczynniej działający na rzecz ładu właśnie. Ale wróćmy do Jego świetlistego ujęcia. Choć wobec powyższych własności, przypisywanych Oku Bożemu, chciałoby się Jego prosić o wypatrzenie zaginionego dobra i wskazanie nam, to wcale nie musi to być jedyne podejście. Wszak swym światłem czyni cały świat widzialnym, takim, w którym jesteśmy zdolni się poruszać i samemu odszukać swoją zgubę – byle z bożym błogosławieństwem. Inaczej zresztą zda się człek niewiele zrobi.

2025-03-03

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – nie ma żadnego ocieplenia

Jest więc poniedziałek, godzina 08:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Dziś o ociepleniu, którego nie ma.

Przynajmniej niektórzy tak mówią. Inni nie aktualizują niektórych danych. Na przykład nie sprawdzają prognozy pogody – jak ja, jadąc do Norwegii. Podobnie moja żona. Dlatego właśnie pod hasłem „Jedziesz do Norwegii! Zamarzniesz!” ukochana spakowała mi najgrubszą zimową kurtkę, która leżała nieużywana od kilku lat na dnie szafy, a ja – nie zaprotestowałem. Na miejscu okazała się być zasadniczo sporym i nieporęcznym, ale niezbyt potrzebnym tobołkiem. Jestem tu w tej chwili pełnej cztery tygodnie i rzeczywiście przydała mi się dokładnie przez jeden dwudzionek – nie było wtedy silnego mrozu, ale wiał przenikliwy, zimny i mokry wiatr, a mnie zachciało się chodzić po górach. Natomiast ostatnią sobotę, mimo jeszcze silniejszego wiatru, spędziłem na krótkim rękawku – również w górach. Ociepliło się. Przez ten okres śnieg widziałem może przez dwa, trzy dni: we środę był wszędzie, a w piątek nie było już po nim śladu. Miejscowi opowiadają też o jednej z okolicznych gór – kiedyś drzewa sięgały zaledwie 0.9km od wierzchołka, ale przez ocieplenie zdobyły kolejne 400m. Ale pocieszają się, że jeszcze mają gdzie pojechać na narty. Zawsze coś.

Ośnieżony (jeszcze) kawałek Norwegii

Mieszkając w Polsce można o ociepleniu przez większą część roku zasadniczo nie myśleć. Zimą nie ma śniegu i tyle, trudno. Tutaj jednak jego skutki widać na co dzień, jak na dłoni. Wobec powyższego, trudno nie zadać pytania: Co na to Bogowie? Co na to pozostałe duchy? W końcu Przyroda to hierofania, przejawia się w niej świętość, Bogowie. I ta Przyroda wyraźnie się zmienia. Czy to my swoją samodzielna głupotą wszystko zepsuliśmy? Może to Żmij znudzony rokrocznymi bęckami od Gromowładnego sobie odpuścił (albo się przyczaił i zmienia taktykę…). A może to Bogom się znudziło i oglądamy przygotowania do „przywrócenia ustawień wyjściowych”? Nie będzie jasnej odpowiedzi, ale oczywiste jest, że kończy się pewna epoka, czy raczej: dogorywają jej smętne resztki. Świat się zmienił: tak jego widoczna dla nas warstwa, jak i będące nim duchy („nim”, nie „w nim” – to nie literówka). Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a takiego świata w jakim żyli Przodkowie (czy nawet my sami sprzed nastu lat) już nie ma i nie będzie.

Co z tym zrobić? Chyba tylko zastanowić się nad sobą, swoim życiem i tym, jakim duchom nasze działania przysparzają trudności, a jakim otwierają drogę do rozgoszczenia się wokół nas. I warto zastanowić się porządnie, bo to nasi przyszli sąsiedzi – na dobre i złe!

2025-02-28

Po co nam tylu Bogów – zwracanie się do duchów miejsca, kiedy popełniłem zło

Jest piątek, godzina 08:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj nie o Wielkich Bogach, lecz o dzielących z nami ten świat duchach i czy mogą nam pomóc, kiedy zrobiliśmy coś „złego”.
Przymiotnik otrzymał cudzysłów, by od razu zwrócić uwagę na temat „zła”. Religia rodzima jest mniej skupiona na rozważaniach etyczno-społecznych, a bardziej na miejscu jednostki w świecie i porządku kosmicznym, jednak nieprawdą i szkodliwą bzdurą jest, jakoby pojęcia „dobra” i „zła” były jej obce. Po prostu, w porównaniu do ideologii, które uczyniły z nich główny przedmiot swego dyskursu, są nieco inaczej umocowane. Nie w przestrzeganiu zasad narzuconych arbitralnym nakazem Bóstwa, ale w skutku. Jeżeli jakieś działania przynosi dobre skutki to jest dobre – i na odwrót. Głębsze dywagacje mogą pojawić się przy ocenie poszczególnych sytuacji, ale ogólna zasada jest właśnie taka. Tyle wstępu. Załóżmy jednak, że rzeczywiście Jaś zrobił coś, co on sam uważa za złe i z czym źle się czuje. Ukradł coś, a nawet nie był głodny. Kąśliwa uwaga była na tyle głośna, że oprócz adresatki, słyszały ją jej wszystkie koleżanki z biura. Wepchnął się w kolejkę do kasy biletowej, dzięki czemu mógł te dwie minuty dłużej czekać na swój pociąg – patrząc jak tamten chłopak czeka na kolejny, bo na swój się o kilka sekund spóźnił. Cokolwiek, co sprawia, że zaburzone jest poczucie bycia „dobrym człowiekiem”, a przed Bogami jakoś tak głupio wtedy stawać. Traci się czystość obrzędową; choć tej zagrażają też inne, „pozamoralne” czynniki.

Stach z Warty (Stanisław Szukalski), "Idealista i cynik"

Czy w takich okolicznościach Jaś może jakoś zwrócić się do duchów, które współzamieszkują z nami ten świat, by pomogły się ze złem uporać? Odpowiedź narzuca się sama, jeżeli to właśnie owe duchy są pokrzywdzonymi. Chociaż jaskinia zapewne byłaby szczęśliwsza bez graffiti głoszącego „Jasio tu był”, a drzewo bez wyrżniętego nożem „Jaś + Małgosia 4ever” – to nie wszystkie szkody da się naprawić. Ale nawet wtedy należy zrobić ile się da i przeprosić – składając przy tym obiatę, z prośbą o usunięcie wynikłej z niechęci duchów zmazy. Rzecz można uzupełnić jednym z dobrze znanych zabiegów oczyszczających.
Co jednak jeśli Jaś swoim zachowaniem nie skrzywdził „żadnych” duchów, ale innego człowieka? Ależ to też są „duchy”! Nawet jeśli ubrane akurat w widzialne ciała, z którymi możemy się porozumieć wprost. Podejście nie będzie więc specjalnie różnić się od nakreślonego wyżej. A jednak, zawsze zamieszane są też duchy rozumiane bardziej klasycznie. Skoro „wszystko” ma ducha (jest duchem) to wszystko. Społeczność, której zasady narusza kradzież. Dworzec, w którym ludzie (zazwyczaj) grzecznie stoją w kolejce. Dobry animista rozpozna istoty, których interesy, prawa, dobre samopoczucie – zwał jak zwał – swoim zachowaniem naruszył i do nich również się zwróci.

2025-02-24

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – czy cały świat wygląda jak moja okolica?

Zgodnie z zapowiedzią, doświadczalnie zmieniamy godzinę zamieszczania wpisów. Jest więc poniedziałek, godzina 08:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Dziś trochę przemyśleń właśnie o niej, o obecności Morza i o tym, jak dumny mieszkaniec Świętego Pomorza czuje się na norweskich wysepkach.

Odpowiedź brzmi: tak dwojako. Z jednej strony jest tu naprawdę pięknie i jest się czym zachwycać. Zwłaszcza Morzem, dosłownie wszechobecnym. I tu właśnie pojawia się ukłucie zazdrości. W Polsce nie trzeba mieszkać dalej niż kilometr od brzegu Morza, żeby – jeśli nie ma się na to ochoty – go wcale nie uświadczać, w zasadzie przez dowolnie długi czas. Będą oczywiście rodzące się w nim duchy, niosące wilgotny wiatr, czy pokrzykujące wśród mew, ale Jego samego da się nie oglądać. Choć takich ludzi, którzy by Go celowo unikali jest chyba niewielu. Wielu za to przyjeżdża do Niego – albo w Góry – na wakacje. Oba te kierunki wyjazdowe są trudne do zrozumienia dla Norwega z tych okolic – on ma tego pod dostatkiem, gdy wyjrzy przez okno  sypialni.

Rzeźba terenu jest u nas łagodniejsza, a sama Ziemia mniej skalista. Jest też dużo bardziej żyzna. Większość mieszczuchów, takich jak ja, średnio to na codzień docenia, jednak w Polsce mamy dużo większe możliwości rolnicze niż taka Norwegia. Tutaj szczodrze darzą rybą morskie wody, ale dla nas zdecydowanie bardziej hojna jest Matka Ziemia. Zda sie dobrze to tłumaczyć większą różnorodnosć dostępnej u nas „spożywki”. Koledzy z Krainy Fiordów narzekają, że dokądby nie poszli – wszędzie to samo. Nie żeby jakieś niedobre – ale to samo. Punktowych, samodzielnych piekarni, warzywniaków czy sklepów mięsnych jest tu jak na lekarstwo. Typowo rybnych zresztą też. Z braku klientów w Aalesund, otoczonym wioskami rybackimi, zamknął się niedawno ostatni taki sklep. 

Szczypiec kraba, znaleziony na plaży na wyspie Giske

Więc, choć i u nas trzeba się czasem wspiąć na jedno czy drugie wzgórze, to teren jest dużo bardziej płaski. Ktoś może zapytać „co w tym ciekawego”. Ano nic... jeśli nie zna się niczego innego. Niewątpliwą zaletą podróży jest wyrwanie się ze swojej bańki. Nasza ziemia i jej duchy przestają być wówczas „domyślnym” stanem całej rzeczywistości, a stają się czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym w różnorodnym świecie. Oczywiście, wiedza o istnieniu innych krain to nie żadna ezoteryka, a wiadomości ze szkoły podstawowej, daleką podróż można dziś zapośredniczyć dzięki książkom czy vlogom podróżniczym. Jednak rzeczywiste doznanie innego miejsca i jego duchów sprawia, że myśl taka przestaje być intelektualnym konceptem. Staje się przeżytą rzeczywistością. Tego się zapośredniczyć nie da. 

Zachęcamy do śledzenia naszej strony, reagowania na posty, komentowania i co najważniejsze - oddawania czci Bogom!

2025-02-21

Po co nam tylu Bogów – Marzanna, a bezpieczeństwo w drodze

Na próbę zmieniamy godzinę zamieszczania wpisów (poniedziałkowych również), a więc: jest piątek, godzina 08:00, co (przynajmniej na razie) oznacza Waszą porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dziś opowiadamy o Bogini Marzannie oraz szukaniu Jej opieki, będąc w podróży.

Wielu rodzimowierców utożsamia Boginię ze Śmiercią i Zimą – w czym jest sporo prawdy, choć też zawęża Jej pojmowanie. Dość powiedzieć, że prócz tego jest piękną Dziewczyną, w której zakochuje się rokrocznie Jaryło, a w kulcie Jantaru – jest też zagubioną Zmarłą, która dopiero musi odnaleźć swoją drogę w zaświaty. Ostatecznie przebywa ją szczęśliwie w czasie święta wiosennego i trafia we właściwą część świata.

To ostatnie zda się szczególnie istotne dla omawianej dzisiaj sprawy: bezpieczeństwa w drodze. Większość z nas nie ma potrzeby rozważania tej kwestii idąc do pracy, odprowadzając dzieci do szkoły, czy w ogóle podejmując codzienne, krótkie przejścia z jednego miejsca do drugiego. Czasem podejmujemy jednak podróże dalsze, obejmujące mniej przez nas oswojone drogi, albo też w dalekie, obce strony. No i zdarza się czasami, że nawet nieopodal własnego domu musimy przejść przez miejsce, gdzie czujemy się niepewnie czy zwyczajnie nieswojo. Przez park, który bezdomni obrali sobie za schronienie, pod słynącym z całonocnych „dyskusji” klientów całodobowym sklepem monopolowym, czy choćby przez źle (nie)pomyślane przejście dla pieszych.

Zdjęcie ciemnego lasu ze strony freud org uk

W naszym micie Marzanna jest raczej bierną Postacią: czeka na światło, które Jej przyświeci i dopiero przy nim podejmuje swą wędrówkę. I w ten właśnie sposób można zwrócić się do Bogini z prośbą o bezpieczną drogę: pragnąc wpleść w swój los tę samą nić, na której to do Niej pomoc przyszła i poprowadzono Ją we właściwą stronę. Nie jest to oczywiście nawoływanie do bezczynności i oczekiwania „aż znajdzie się ktoś, kto poprowadzi mnie za rączkę przez miasto”, bo opieka Bogini może przyjąć dalece mnie oczywistą postać. Pomyślnego przeczucia, że oto nastała odpowiednia chwila by wyruszyć. Wzmożenia przytomności, dzięki któremu rozejszysz się jednak ten o jeden raz nie-za-mało przed wejściem na przejście dla pieszych. Samą „drogę” zresztą też można tu rozumieć mniej dosłownie, a jako np. okoliczności, na pozór bez wyjścia, z których dopiero trzeba wybrnąć.

2025-02-17

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie – zostawić ślad

Jest poniedziałek, godzina 19:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Jeszcze przez jakiś czas na tapecie podróż na północ. Dzisiaj o potrzebie zaznaczenia swojej obecności.

Już pobieżna znajomość kultur dawnego „barbaricum wystarcza by wiedzieć, że jedną z najważniejszych rzeczy dla tych ludzi było zostać zapamiętanym. Najlepiej w opiewających wielkie dokonania pieśniach i opowieściach – w dobrym tonie było też porównywanie głównego bohatera chwalby z jego poprzednikami; herosami z powszechnie znanych mitów. Oczywiście, utrwalenie siebie w pieśniach było raczej przywilejem jednostek wybitnych: zwycięskich wodzów czy siejących postrach wojowników, a zapewne również - mogących po prostu sowicie opłacić aojda, skalda czy jakkolwiek inaczej określano w danym plemieniu zawód barda. Były jednak również inne możliwości utrwalenia siebie w historii, z czego skorzystał Halfdan – zapewne służący w gwardii wareskiej „wiking” – ryjąc wewnątrz przybytku Hagia Sophia w Konstantynopolu runy, głoszące mniej więcej tyle co: „Halfdan był tutaj”. Zresztą, obyczaj taki sięgał daleko poza barbaricum, czy w ogóle ludy aryjskie – z przyczyn głównie politycznych zwane dzisiaj „indoeuropejskimi”. Dość wspomnieć liczne... ślady stóp: odciski, czy też obrysy, pozostawiane przez wiernych w świątyniach egipskich. Pątnik przebywszy długą drogę do sławnego chramu chciał zostawić namacalny dowód swych odwiedzin.

Wnętrze jaskini Skjonghelleren

Wróćmy jednak do Halfdana. Współcześnie tworzone napisy, tożsame z jego twórczością, widujemy dość często w miejscach rozmaitych: na wiatach autobusowych,  stacjach transformatorowych, starych murach czy... w pradawnych jaskiniach. Wyspa, na której przebywam, Valderoya, słynie m.in z położonej w zboczu góry jaskini Skjonghelleren. Najstarsze w pełni uchwytne ślady bytności człowieka datuje się w niej na jakieś 2000 lat. Jaskinia ta była jedną z pierwszych rzeczy, o których usłyszałem po przybyciu do mieszkania. Pierwszy spacer po okolicy zaliczyłem jednak dopiero wieczorem, kiedy już było ciemno, wejście do jaskini zaś stanowi wysokie na jakieś 10m usypisko kamieni. Ziejąca ciemnością ze zbocza góry jaskinia robiła po zmroku wielkie wrażenie. Podszedłem więc bliżej, ale wejście do jej wnętrza zostawiłem sobie na inny raz. Ten nadszedł już niebawem i w świetle dnia wkroczyłem do czegoś, co dla ludzi sprzed dwudziestu, a może i więcej wieków – było domem. Mieszkali tu, przynosili zdobycz, kochali się, sprzeczali – żyli. Podniosły nastrój zakłóciła kontemplacja sztuki naskalnej – całkowicie współczesnej. Okazuje się, że miejscowa ludność, zapewne wspomagana przez turystów, również uległa podobnemu insynktowi co Halfdan, egipscy pielgrzymi i wielu, wielu innych. Ściany jaskini „zdobią” świadectwa bytności, wyznania miłości, rysunki... Nie wygląda to ładnie, ale po dłuższym przemyśleniu: nie jest to akt (całkowicie) bezmyślnego wandalizmu. Poza tą jaskinią nigdzie na tutejszym szlaku, czy nawet na okolicznych skałach – takiej twórczości nie uświadczyłem. To prastara jaskinia: miejsce niezwykłe przyciągnęło ludzi, którzy pragnęli zapisać się właśnie tam, nie „gdziekolwiek”.  Można ubolewać nad dewastacją. Chociaż... runy Halfdana w Hagia Sophia chroni teraz ponoć plastik, by przypadkiem stamtąd nie zniknęły. Pozostaje więc chyba tylko zadumać się nad pewnym popędem do zaistnienia, który, choć w dyskusyjnej postaci, przejawiał się już wiele wieków temu i przejawia się dzisiaj.

Zachęcamy do śledzenia naszej strony, reagowania na posty, komentowania i co najważniejsze - oddawania czci Bogom! 

2025-02-14

Po co nam tylu Bogów - Strzybóg, a przeprowadzanie się

 Jest piątek, godzina 19:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dziś opowiadamy o Gospodarzu Wiatru, Strzybogu i czy warto do Niego zwracać się podczas przeprowadzki.

Po co siedzieć na miejscu, skoro można się przemieszczać? Wiatr hołduje tej zasadzie, wiecznie dokądś spiesząc. My także jej się poddajemy, gdy pędzimy dokądś, czy gonimy za czymś. Tak jak nowoczesność doprowadziła pośpiech niektórych ludzi do absurdu, tak wciąż można zwrócić się do Boga Dmiejącego by się w nim odnaleźć, jednak dzisiaj skupimy się na okolicznościach niekoniecznie związanych z pośpiechem. W końcu jeśli Zdzisław zechce znaleźć nowy dom, to zazwyczaj nie rzuca się na oślep to tu, to tam, lecz starannie szuka nowego mieszkania. Nabywa je, przenosi doń swe rzeczy, a jakoś  po drodze przygotowuje - także przewietrzając - zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Ciężko powiedzieć, czy powoływanie się na Boga Wiatru pozwoli na spokojny, przewidywalny i pozbawiony niespodzianek przebieg tego przedsięwzięcia, jednak Ten z pewnością może być tu dobrym Opiekunem.

Jean-François Millet, "The Gust of Wind" - zdjęcie ze strony Muzeum Walii.

Skoro już jesteśmy przy przewidywalności i niespodziankach, spójrzmy na rzecz od drugiej strony: jak dotąd mówiliśmy o zwyczajowo rozumianej “przeprowadzce”, kiedy Zdziś zmienia swe miejsce zamieszkania jeśli nawet nie na stałe - to raczej na długo. Tymczasem wiatr to zawadiaka i wędrowiec; może są i wiatry zasiedziałe, przywiązane do swej ulubionej góry, wracające do pewnego lasu czy  rokrocznie nawiedzające wiosną pewną dolinę , by przynosić do niej deszcz. Jednak najczęściej Wiatr nie trzyma się takich powtarzalnych obyczajów, ale raczej podąża za jakimiś swoimi powodami. Może to nie długotrwałe i ostrożnie przemyślane przeprowadzki z całym dobytkiem mogą liczyć na największą przychylność Strzyboga, ale raczej tułaczki. Krótkie wycieczki, nieoczekiwane wypady: ochoczo podejmowane podróże, które zabierają nas dosłownie na chwilę (a przez “chwilę” może się sporo wydarzyć!). Zda się właśnie takie zmiany miejsca mogą być najmilsze Strzybogowi, jako najbliższe Jego istoty.

2025-02-10

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie - inna Ziemia inne duchy, a Przyroda jest święta

Jest poniedziałek, godzina 19:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Chociaż - tym razem tekst dla Was został napisany w Norwegii, tam mnie bowiem na kilka tygodni wywiało życie zawodowe. Zmiana otoczenia to ciekawa sposobność do spojrzenia na pewne sprawy z innego ujęcia i przemyślenia ich na nowo. Na przykład znaczenie Przyrody wobec zdążania do Bogów. Od dawna w Jantarze głoszona jest jej świętość, przez wzgląd na jej zdolność do przejawiania w sobie świętości i boskości. Jest też przesiąknięta duchami: duszami drzew, kamieni, wody, ptaków, zwierząt i czego tam jeszcze.

Jako mieszkaniec Świętego Pomorza jestem przyzwyczajony do tego, że Morze jest. Trzeba doń dojść, dojechać - ale jest osiągalne. Tu jest trochę inaczej. Okolice Aalesund (czyt “Olesund”, przez długie ‘O’) gdzie przebywam, to grupa skalistych wysepek. Otwierasz drzwi od domu - Morze. Jedziesz autobusem do pracy - Morze. Znaczy się, po drodze są ze dwa tunele łączące sąsiednie wyspy, gdzieś tam jakieś miasto, ale ogólnie: Morze. I góry. W zasięgu wzroku prawie zawsze jest ich co najmniej kilka. Z dużej odległości zazwyczaj widać te wyższe, okryte śniegiem. I wieje. Mam ze sobą puchową kurtkę, która w Polsce leżała kilka lat na dnie szafy. Tutaj też okazałaby się bezużyteczna, gdyby w niedzielę nie zaczęło porządnie wiać. Zimny i mokry wiatr, hulający tu sobie między Morzem, górami i wyspami skutecznie uwięziłby mnie w mieszkaniu, gdybym miał jedynie polar, który jeszcze kilka dni temu całkowicie wystarczał. Kurtka miała się przydać na norweskie mrozy; tych nie ma, bo pierwszy szron zobaczyłem tu dopiero prawie po tygodniu, a śnieg jedynie dawno uprzątnięty po poprzednich opadach, na hałdzie w kącie parkingu - i oczywiście na odległych górach. Warto dodać, że łuna od miasta jest tu dużo słabsza, więc kiedy w nocy było czyste, bezchmurne niebo - wychodziłem co chwila pozachwycać się Miesiączejkiem i Gwiazdkami na Niebie. Na Zorzę się jeszcze nie załapałem. 

Jeden z najczęstszych widoczków tej okolicy - kawałek lądu, skały, Morze i Niebo

Jest tu zupełnie inaczej niż u nas. A jednak da się to lubić, nawet bardzo. Jest tu naprawdę pięknie. Tutejsza Przyroda rozbrzmiewa głosem ożywiających ją duchów i czuć w niej obecność Bogów. Raczej nie do końca Tych samych co u nas, ale ta strona to porządne (tym razem bez ironii) medium, poświęcone praktykowanej w Jantarze religii, więc nie będziemy dociekać, czy Perun i Thor to Kuzyni, różne twarze, tego samego Boga, ukazującego się różnym ludom, odrębni Bogowie - czy dowolna inna możliwość. O jałowości takich rozważań pisaliśmy zresztą tydzień temu. Ale do rzeczy: tutaj też można doświadczyć boskości. Jest to odmienne przeżycie, niż na naszej Ziemi, ale również pozwalające ujrzeć to co święte, tyle że z innego kąta.

Ze swoimi codziennymi modlitwami i praktykami wciąż zwracam się do naszych rodzimych Bogiń i Bogów. Jestem Słowianinem, Oni są moimi Bogami. Jednak, dodaję też cześć Bogów, którzy są prawowitymi Gospodarzami miejsca, w którym jestem teraz gościem. Jednego dnia zaś idąc na spacer zostałem powitany przez parę kruków, które mają gniazdo nieopodal - jakoś odruchowo pozdrowiłem wówczas właśnie Odyna. Czy to znaczy, że wróciwszy do domu postawię nagle posążki Bóstw z Eddy na swoim ołtarzyku? W żadnym razie. Skoro jednak wszędzie są duchy i Bogowie, to wypada oddać cześć tym, którzy gospodarzą w miejscu, do którego trafiliśmy. 

Zachęcamy do śledzenia naszej strony, reagowania na posty, komentowania i co najważniejsze - oddawania czci Bogom!

2025-02-07

Po co nam tylu Bogów - Mokosz, a walka ze słabościami

Jest piątek, godzina 19:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Tym razem opowiemy o Mokoszy, Wilgotnej Matce Ziemi, która trzyma nici losu i jak szukać w Niej wsparcia zmagając się ze słabościami.

Zastanówmy się najpierw jaka jest Bogini. Wytrwale rodzi życie, wypuszczając z siebie zieleń i karmiąc wszelkie chodzące po Niej stworzenie. Jej niezłomna płodność może czasem zubożeć, może zacząć wydawać inne niż zazwyczaj owoce - wraz ze zmianami klimatu, zanieczyszczeniem środowiska czy innymi czynnikami. Jednak samego aktu pomnażania życia zda się nie zaprzestawać nigdy. Mimo przeciwności i zmiennych warunków jest coś, co będzie trwać tak długo, jak długo trwa Matka Ziemia. Jest to pierwsza wskazówka, którą daje Bogini. Musimy wiedzieć co jest w naszym życiu i w naszej istocie najważniejsze i to przede wszystkim podtrzymywać. Jesteśmy ludźmi: ograniczonymi i uwikłanymi w liczne zależności, stąd zazwyczaj będziemy mieć więcej niż jedno “muszę koniecznie”. Zapewnić byt rodzinie. Wychować dzieci na dobrych ludzi. Zachować zdrowie psychiczne. Tworzyć dzieła sztuki. Możemy długo tak jeszcze wyliczać; dla każdego zestaw będzie inny i z czasem może się zmieniać. A tu pojawiają się różne przeszkody - mniejsze i większe. Film wieczorem jest dużo bardziej pociągający, niż douczanie się do zamierzanej zmiany pracy. Dziecko łatwiej zbyć wykrętem, niż złożyć strawną dlań, rzetelną odpowiedź na trudne pytanie. Zamiast się wyciszyć łatwiej znów scrollować media społecznościowe. A jednak trzeba robić swoje. Tego właśnie uczy przykład Mokoszy i zda się, że tym, czym najbardziej może nam dopomóc - są wytrwałość i stałość, potrzebne by Jej przykład spełniać.

Agata Muszyńska "Mokosz, Matka Ziemia" - praca nadesłana na konkurs Marzenia o Słowiańszczyźnie w 2022gim

Z drugiej strony, tradycyjna obrzędowość zna ‘spowiedź do Ziemi’, która zda się polegała ni mniej ni więcej na wygłoszeniu wobec Niej swych przewin. No i dobrze. Jako wyżej stało: jesteśmy ludźmi. Ulegamy swoim małostkom i potykamy się. Ale trzeba iść dalej i robić swoje. A łatwiej idzie się z lżejszym tobołem - zwłaszcza, jeżeli przedtem był pełen bezużytecznych wyrzutów sumienia i samobiczowania się. Dobrze móc się pozbyć nagromadzonego zła, oddając je Matce Ziemi, by zacząć swe starania od nowa - choćby w małej, wyznaczonej ciągłymi wzlotami i upadkami skali. Jednak wyznanie w rodzaju “Wczoraj znowu zjadłem całą paczkę czipsów, chociaż miałem jeść skromniej. Zatem do przyszłego tygodnia!” zda się mieć, w najlepszym razie, umiarkowaną wartość. Ale takie w rodzaju “W zeszłym tygodniu się upiłam, choć bardzo chciałam tego uniknąć. Dlatego potem wytrzymałam, żeby to nadrobić, dwa tygodnie nie pijąc alkoholu. Pomóż mi Matko Ziemio znaleźć siłę żeby się mądrzej prowadzić!” to już coś “mocnego”. Dwa nieco przerysowane przykłady, ale dobrze oddające oś, na której się poruszamy.

2025-02-03

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie - prosta religia między zrozumieniem, a przeintelektualizowaniem

Jest poniedziałek, godzina 19:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Chramu Jantar na Świętej Ziemi Pomorskiej. Tym razem zastanowimy się nad tym, dlaczego czasem jednak warto się za bardzo nie zastanawiać, tylko robić swoje. Czasami.

Lubimy wiedzieć co się dzieje wokół nas. Cecha ta, znacznie ułatwiająca przetrwanie na praktycznie każdym stopniu ewolucji, wykracza poza proste postrzeganie swego otoczenia. U naszego gatunku przejawia się też w potrzebie zrozumienia. Zazwyczaj dużo łatwiej jest nam wykonywać pracę, której przebieg *rozumiemy*, niż gdy tylko staramy się odtworzyć niejasne instrukcje. Chętniej też zabieramy się za to, co ma jasny cel, a nie sprawia wrażenie dość dowolnie narzuconego obowiązku; “Podejdź do okna, to zobaczysz coś fajnego” brzmi bardziej motywująco niż samo “Podejdź do okna”. Ten rodzaj potrzeb zrodził w naszym gatunku pociąg do wiedzy i skłonność do konstruowania modeli teoretycznych różnych zjawisk i procesów. Duchowość nie stanowi tutaj wyjątku. Już starożytni Grecy wypróbowali każde niemal możliwe stanowisko wobec Bogów. U zarania tej dyscypliny, zanim myśl neoplatońska stała się głównym zapleczem intelektualnym tradycyjnej religii helleńskiej, filozofowie ściągali na siebie m.in. oskarżenia o ateizm. Religia wedyjska dawnych Indii obrosła zaś objętością tekstów filozoficznych, z którą nie może równać się chyba żaden inny kult. My dzisiaj też lubimy rozumieć swoją religię - a przynajmniej mieć na jej temat jakąś teorię. Zda się jednak warto przy tym wszystkim zachować trzeźwy osąd, przypominający, że to właśnie ludzkie teorie. Mogą być poręczne i skutecznie podpowiadać pewne podejścia, albo chronić (choć częściowo) przed błędami. Wiara w duchy nie pozwoli obojętnie wejść sobie do lasu, lecz nakaże pozdrowić jego gospodarzy, a uznanie dmiejącego nad Morzem Wiatru za przejaw Bóstwa - otworzy drogę do pewnych doświadczeń. Jednak wciąż wszystko to pozostaje jedynie naszymi próbami uchwycenia Prawdy. Dobrze jeśli nam się do czegoś przydają, można takie konstrukcje myślowe rozwijać i poprawiać, ale nie ma co się do nich przywiązywać, czy tym bardziej pozwalać im na rozrastanie się, aż zaczną żyć same dla siebie, własnym życiem. Uznanie wszechobecności duchów to jedno. Niezakorzenione w doświadczeniu spekulowanie o ich podzielności i naturze to już inna sprawa.

Kadr z czołówki "Miliarda w rozumie" - znalezione w Google

Na czym więc się skupić? Na prostej, szczerze i uczciwie praktykowanej religii. Zwróćcie proszę uwagę: nie piszę “wyznawanej”, tylko “praktykowanej”. To pierwsze brzmi nieostro, jakby wystarczyło zadeklarować: “Tak, wierzę.” i na tym poprzestać. Praktyka natomiast - taka prawdziwa, nie bezrefleksyjne odtwarzanie aktów liturgicznych - jest właśnie kultem i samodoskonaleniem, w których duchowość znajduje swój wyraz. Nie może obyć się bez “wiary”, ale dodatkowo przekuwa ją w coś rzeczywistego. To miło, że w głowie i sercu mam “Żywia to Bogini, która cieszy się życiem”. Jeśli jednak chcę się cieszyć wraz z Nią, to nie mogę poprzestać na kiszeniu tego twierdzenia w głowie - czy co gorsza w tejże głowie zacząć dywagować czy tak samo należą do Niej radość z uśmiechu ukochanej, zasłużonego odpoczynku po przepracowanym dniu czy z rozwiązania trudnej łamigłówki. Jeśli chcę się cieszyć wraz z Nią, to muszę Boginię do swojego życia zaprosić - modlitwą, darem, czcią.

2025-01-31

Po co nam tylu Bogów - Swarożyc, a koszmary, nawiedzenia i złe duchy

Jest piątek, godzina 19:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. W dzisiejszym wpisie opowiemy o Bogu Ognia, Swarożycu i poszukiwaniu Jego pomocy, kiedy borykamy się z koszmarami czy nawiedzeniami ze strony złośliwych duchów. Jest to dokładnie to samo zagadnienie, które Dola wybrała nam do omówienia wobec Boga Ognia w poprzednim cyklu wpisów z tej serii, co bierzemy za sposobność do rozwinięcia rozważań. 

Syn Swarogowy gore w sercu wszystkich naszych obrzędów, przyprowadzając do nas pozostałych Bogów i naszych Przodków, Im zaś zanosi nasze żertwy. Wokół Niego też zbudowane są podstawy proponowanej przez nas czci domowej, prywatnej. Będąc z nami odstrasza i zmusza do odejścia złośliwe, nieczyste byty, które mogłyby swą obecnością zaszkodzić uroczystościom - i nad zatrzymamy się dzisiaj. Zdarzają się okoliczności, kiedy wszystko idzie “nie tak”. Sprzed twojego nosa ktoś inny kupił ostatni słoiczek ulubionego dżemu. Masz dwie minuty do pociągu, a ten pan przed tobą nie kupuje zwykłego jednorazowego biletu, lecz miesięczny. Kolega wychodzi nagle z toalety, pod którą akurat przechodzisz z kubkiem gorącej kawy. Do najgorszych pomysłów należy doszukiwanie się złośliwego zawzięcia duchów po jednorazowym takim zdarzeniu; byłoby to prowokowanie ich. Jeśli jednak mniejsze i większe, pechowe zdarzenia towarzyszą Jasiowi na co dzień, niemal nieustannie, to zda się rzeczywiście jakieś byty przyczepiły się do niego i rzucają kłody pod nogi. Zazwyczaj nie wiadomo, czy jest to przygodnie “zassany” złol z meliny, pod którą Jaś tylko przechodził, czy wylęgły z myśli sąsiada zazdrosnego o nowy Jasia samochód, cień dokuczliwego ojca, czy coś jeszcze-jeszcze innego. Zresztą, czort wie czy jest lepiej kiedy wiadomo, bo uprzykrzony duch stawia się przed Jasiem osobiście: choćby śniąc się żeby szydzić, żądać i przeszkadzać.

Zdjęcie z ostatnich Szczodrych Godów - Jantarowicze zgromadzeni wokół Świętego Ognia

Rozmaitość duchów i możliwych przyczyn ich złośliwości są w zasadzie nieograniczone. Czasem może pojawić się wyraźna wskazówka, jak sen, liczne zbiegi okoliczności (nie ma “przypadków”!), czy wróżba, że mają dobry powód. Zamiast kupić kwiatki na grób babci, Jaś wziął je z grobu sąsiada. Albo wręcz przeciwnie: owa babcia widzi z “tamtej strony”, że Jaś zwyczajnie sobie nie poradzi z pracą operatora dźwigu, o którą tak bardzo się stara i dlatego właśnie podkopuje wszystkie jego dążenia w tym kierunku. Jednak, jeśli tak nie jest to nie warto poddawać się na pastwę czegoś po prostu złośliwego. Święty Ogień jest wówczas jednym z Tych, którzy mogą nas ocalić najskuteczniej. Człowiek od dawien dawna pokłada ufność i nadzieję w płynących z Niego cieple i świetle. Rozpalenie Świętego Ognia może stać się w różnych miejscach i okolicznościach. Od ułożonego gdzieś na własnej ziemi dużego, pięknego stosu drewna, przez leśne ognisko z kilku gałęzi, aż po migającą na domowym ołtarzyku świeczkę. Powitawszy Gościa w Czerwonym Płaszczu i uczciwszy Jego darem i modlitwą - może Jaś poprosić o spalenie i rozpędzenie dręczących go istot. Czy powinien przy tym skakać nad Ogieńkiem, niby w czas Sobótki, pląsać przy Nim, albo jeszcze jakoś starać się doń zbliżyć? Zda się jak najbardziej: z ostrożnością, czcią, szacunkiem przyjść do Ognia i pozwolić Jemu działać.

2025-01-27

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie - jak się modlić

Jest poniedziałek, godzina 19:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia wiary w duchy, z Jantaru na Świętym Pomorzu. Dzisiaj ciąg dalszy jednego z poprzednich wątków: założymy, że do czynności modlitwy zostaliście już zachęceni, więc teraz porozmawiamy jak można się za to zabrać.

Zacznijmy od przypomnienia jednego z celów, dla których można podejmować się modlitwy: by lepiej poznać i zrozumieć jakąś część rzeczywistości. Oczywiście, istniejąca rzeczywistość to raczej złożenie wielu boskich sił, więc dokonanie arbitralnego wyboru jednej z nich byłoby właśnie arbitralne, dowolne. A jednak - są wśród nas tacy, na co dzień czują większą więź z tym czy innym Bóstwem, a wszyscy - natykamy się sporadycznie na wyraźniejsze przejawy obecności kolejnych Bogiń czy Bogów.

Jeżeli tak rozumieć modlitwę, to najprostszą jej postacią będzie zwyczajne skupienie się na pewnym doświadczeniu. Stanąć gdzieś pośród Przyrody - na brzegu Morza, na zielonej łące czy też po prostu, pod wysokim Niebem - zachwycić się tym, co tam zastaniemy i w tym uczuciu pozostać. Może nawet przyjdą do nas jakieś słowa czy gesty, ale nie musi tak być. Tu zresztą dochodzimy do znaczenia Przyrody jako hierofanii, zdolnej przejawiać w sobie świętość i boskość.

Święty Kamień z Tolkmicka - zdjęcie z Wikipedii

Skoro tak nieskomplikowane podejście miałoby wystarczać, to po co ten cały kult, rytuały i ustalone modlitwy? Wydaje się, że przede wszystkim dla nas, dla ludzi. Większości z nas łatwiej jest się skupić, jeżeli mają pod ręką konkretne słowa i gesty, za którymi mogą podążać, zwłaszcza jeśli owe słowa i gesty otoczone są nimberm czcigodnej tradycji. Trudno im też odmówić poręczności: w hymnie dużo wygodniej jest zawrzeć bogactwo wiązanej z Bóstwem symboliki, niż “tylko” szukając w Jego czy Jej przejawach przyrodniczych. Pieśń pochwalna bez trudu zmieści w sobie nawiązania do Peruna-Gromowładcy, Peruna-Ojca, Peruna-Obrońcy Ładu, do Peruna-Wojownika. do Peruna-Dawcy Deszczu i wielu, wielu innych Jego aspektów. Podziwianie burzy może być podnoszące na duchu, ale zda się, że dobrowolnie odcinamy się w ten sposób od części dostępnego doświadczenia. Z drugiej strony: jedno drugiego nie wyklucza i taki hymn (czy dowolna inna praktyka religijna) przedsiębrany w styczności z Przyrodą, pozwala łatwiej - poręczniej dla ludzkiego ducha - to pełniejsze doświadczenie wydobyć.

Pozostaje kwestia składania darów: żertw i obiat. Nie spodziewamy się, żeby te miały być niezbędne samym Bogom, by mieli być od nich jakkolwiek zależni (jak zresztą i od całego w ogóle kultu). Już starożytni Grecy (konkretnie: teurdzy) twierdzili wprost, że tym, kto tego potrzebuje najbardziej jest sam człowiek, uniesiony świętością aktu ofiarniczego. Gdyby się z nimi zgodzić, czy miałaby to być przesłanka za wyłączeniem składania darów ze swej pobożności? W żadnym razie, ani też oni sami tak nie twierdzili. Jest to bowiem kolejny element, mogący posłużyć naszej drodze do Bogów, i który może nas do Nich przybliżyć. Już nawet sam wybór i przygotowanie darów kierują nas w Ich stroną. Może nawet poświęcimy temu jeden z kolejnych wpisów.


2025-01-24

Po co nam tylu Bogów - Weles i oczyszczenie

Jest piątek, godzina 19:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj o Rogatym Dziaduniu Welesie, w okolicznościach kiedy potrzebujemy oczyszczenia.

Cześć Rogatego Dziadunia należy do żelaznej podstawy uprawianego w Jantarze kultu: obchodzimy Jego osobne święto, zapraszamy Go na wszystkie święta słoneczne i prosimy każdorazowo o bycie Gospodarzem Dziadów jesiennych. W porze ciemnej odbywamy też pod Jego opieką nocne czuwania w pewnym leśnym ustroniu.

Dzisiaj o szukaniu Jego pomocy przy oczyszczeniu. Jest to bardzo szerokie zagadnienie, obejmujące różnorodne okoliczności: od przywrócenia dobra i ładu po styczności z kimś “plugawym”, przez uwolnienie od złośliwego ducha czy złorzeczenia, aż po usunięcie ze swojego życia zbędnych w istocie obciążeń i zawad. Można tu oczywiście przypisać dużo więcej: wszystko to bowiem w istocie duch, który wkracza w nasze życie. Albo pod którego władzę się dostajemy - mniej lub bardziej (nie)świadomie. Można też tak spojrzeć na to, co nazwalibyśmy po prostu “leczeniem”: jako na wydostawanie się z objęć ducha choroby, co zda się szczególnie wpisywać w tradycję kłopotów, z którymi nasi Przodkowie zwracali się od dawna do Welesa - wspomnienie o Nim jako Wielkim Uzdrowicielu* silnie przetrwało w “pamięci ludu”.

Weles jako Gospodarz podziemnej krainy, Pasterz Przodków, przewodzi wielu różnym istotom, z których (co najmniej) część my - mieszkańcy środkowego świata - uznalibyśmy za groźną, może nawet straszną. Zwrócenie się właśnie do Wodza podziemnych duchów z modlitwą i ofiarą w intencji oczyszczenia zda się więcej niż dobrym pomysłem.

Mariusz Szmerdt, "Weles" - znalezione przez Google


Pamiętać przy tym trzeba o jednym: przeszłość przechowała świadectwa przysiąg składanych na tego Boga. Składanych pod groźbą straszliwej, śmiertelnej, kary za ich złamanie. Nie pozostawia to wątpliwości, że Dziadunio jest Bogiem bardzo prawym, wymagającym dochowania swoich zobowiązań. Stąd jeśli sprawa, z którą chcemy się doń zwrócić, wikła jakoś to, co przyobiecaliśmy (choćby sami sobie) - upewnijmy się, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby to wypełnić. Z jednej strony można się łudzić, że wobec Przodków miał być tak surowy, bo przysięgano konkretnie na Niego, ale z drugiej - po co ryzykować drażnienie Bożeńka?

Dla domknięcia tematu oczyszczenia wypada przypomnieć o jeszcze jednej sprawie: o czystości obrzędowej. Ta jest szczególnie ważna w tradycyjnych religiach, w oparciu o które kształtuje się też kult Jantaru. Zapewniające ją oczyszczenie - podobnie jak mnóstwo innych rzeczy - można uskutecznić na wiele sposobów i włączając w to wiele Bóstw czy duchów. Jednak to właśnie skupiający w swoim ręku władzę nad wieloma, bardzo różnymi, duchami Dziadunio zda się być lepiej niż “dobrym” Wspomożycielem w jej osiągnięciu.

* samo określenie moje, współczesne


2025-01-20

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie - co nam daje kontakt z Przyrodą?

Jest poniedziałek, godzina 19:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia animizmu na Świętym Pomorzu. Dzisiaj materiał przygotowany specjalnie dla nas przez Klaudię Bochniarz - Pracownika Zakładu Psychologii Społecznej Uniwersytetu Gdańskiego. A więc zapraszamy do lektury :)

Pogoda, czy niepogoda… A Rodzimowiercy ciągną do lasu.

Zaraz spróbujemy Was przekonać, że to nie tylko fajne, ale też pożyteczne dla naszego zdrowia (w tym psychicznego).

***

Natura i ludzka psychika są głęboko ze sobą powiązane, a ta relacja ma kluczowe znaczenie dla zdrowia człowieka i środowiska. Ludzie często wskazują, że czują emocjonalną więź z naturą i traktują ją jako integralną część siebie, co jak się okazuje, pozytywnie wpływa na ich dobrostan. Natura jest dla nas bardzo hojna. Czas spędzony w jej przybytkach pomaga obniżyć poziom kortyzolu. Jest to hormon stresu, który w nadmiarze może zakłócać funkcjonowanie mózgu, w tym powodować uszkodzenia hipokampa, który jest nam bardzo potrzebny, m.in. do pamiętania kiedy odbywają się nasze obrzędy. Za obniżeniem kortyzolu idą same wartościowe efekty – jesteśmy mniej zestresowani i mamy lepsze samopoczucie. 

Marek Langowski, pejzaż olejny - zdjęcie ze strony Autora

Przebywanie na łonie natury serwuje nam także aktywację układu przywspółczulnego (włączamy tryb „odpoczywaj”, zamiast „walcz lub uciekaj”), dzięki czemu nasz organizm łatwiej wraca do równowagi po stresujących wydarzeniach. Spacery po lasach i łąkach sprzyjają też wzrostowi aktywności fal alfa w mózgu. Są one kojarzone ze stanem odprężenia, a także medytacji. Dźwięki przyrody, takie jak szum liści, szum morza, mają pozytywny wpływ na aktywność fal alfa, sprzyjając głębszemu odprężeniu.

Spacer po lesie, podczas którego uważnie obserwujemy otaczającą nas Matkę Naturę, można traktować jako formę medytacji w ruchu. Taka aktywność pozytywnie oddziałuje na nasz mózg nie tylko ze względu na to, że w końcu zeszliśmy z kanapy i się dotleniamy, lecz także ze względu na tzw. reset naszych zasobów poznawczych. Zgodnie z teorią regeneracji uwagi (ang. Attention Restoration Theory), mózg potrzebuje regularnych przerw od intensywnego skupienia, a kontakt z naturą dostarcza takiego odpoczynku. Obcowanie z przyrodą daje nam również zastrzyk dopaminy i serotoniny, czyli neuroprzekaźników odpowiedzialnych za nasze poczucie szczęścia i motywację do działania. Las poskramia też największą Złośnicę naszego mózgu, czyli ciało migdałowate. Odpowiada ono za przetwarzanie reakcji emocjonalnych. Na łonie natury aktywność ciała migdałowatego ulega zmniejszeniu, co przekłada się m.in. na obniżenie poziomu lęku. To jednak nie koniec korzyści – otulanie się zapachami leśnymi, czy to z leśnej ściółki, czy olejków eterycznych z drzew i roślin, nie tylko sprzyja relaksowi, ale także wspomaga naszą odporność. A to wszystko za sprawą fitoncydów, czyli lotnych substancji wydzielanych m.in. przez drzewa i rośliny.  

To co, kto idzie z nami?

Bibliografia

Beyer, K. M. M., Kaltenbach, A., Szabo, A., Bogar, S., Nieto, F. J., & Malecki, K. M. (2014). Exposure to Neighborhood Green Space and Mental Health: Evidence from the Survey of the Health of Wisconsin. International Journal of Environmental Research and Public Health, 11(3), 3453-3472. https://doi.org/10.3390/ijerph110303453

Grassini, S., Segurini, G. V., & Koivisto, M. (2022). Watching nature videos promotes physiological restoration: Evidence from the modulation of alpha waves in electroencephalography. Frontiers in Psychology, 13. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2022.871143

Li, Q., Kobayashi, M., Wakayama, Y., …, Miyazaki, Y.  (2009). Effect of phytoncide from trees on human natural killer cell function. International Journal of Immunopathology and Pharmacology, 22(4), 951–959. https://doi.org/10.1177/039463200902200410

Ohly, H., White, M. P., Wheeler, B. W., Bethel, A., Ukoumunne, O. C., Nikolaou, V., & Garside, R. (2016). Attention Restoration Theory: A systematic review of the attention restoration potential of exposure to natural environments. Journal of Toxicology and Environmental Health, Part B, 19(7), 305–343. https://doi.org/10.1080/10937404.2016.1196155

Song, C., Ikei, H., Kagawa, T., & Miyazaki, Y. (2020). Effect of Viewing Real Forest Landscapes on Brain Activity. Sustainability, 12(16), 6601. https://doi.org/10.3390/su12166601

Sudimac, S., & Kühn, S. (2023). Can a nature walk change your brain? Investigating hippocampal brain plasticity after one hour in a forest. SSRN. https://doi.org/10.2139/ssrn.4444690

Sudimac, S., Sale, V. & Kühn, S. How nature nurtures: Amygdala activity decreases as the result of a one-hour walk in nature. Molecular Psychiatry 27, 4446–4452 (2022). https://doi.org/10.1038/s41380-022-01720-6

2025-01-17

Po co nam tylu Bogów - Rod i Rodzanice, a bezpieczny dom

Jest piątek, godzina 19:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj o Rodzie i Rodzanicach, przy zapewnianiu bezpieczeństwa swojemu domowi.

Na wstępie przypomnijmy, że Rod i Rodzanice to Bóstwa czczone w Jantarze niemal od początku istnienia grupy, chociaż bez własnego święta. Naznaczają przeznaczenie nam, śmiertelnym ludziom, kreśląc w ten sposób drogi przewidziane dla Doli. Co więcej, choć “nie mamy na to kwitów” (źródeł), wielu z nas uważa Roda za tożsamego w jakiś sposób z Czasem.

Dzisiejszy temat to zapewnienie bezpieczeństwa swojemu domowi, gdzie “dom” można rozumieć zarówno jako budynek, jak i jako rodzinę, ród - zwłaszcza wspólnie zamieszkującą. Jedną podstawowych potrzeb ludzkiej głowy i serduszka, jest przeświadczenie o bezpieczeństwie i trwałości tychże. Mimo względnego zabezpieczenia przez cywilizację od klęsk żywiołowych, pewne zagrożenia zawsze istnieją; choćby z mojego balkonu widzę codziennie kilka wozów straży pożarnej gnających w miasto, a w Polsce mamy jednak obszary nawiedzane przez powodzie. I żyjemy (przynajmniej w tej chwili) w czasach na tyle spokojnych, że nie rozważamy (w większości) jako realnej groźby zbrojnego napadu na nasze domy, jednak wciąż borykamy się z trudnościami i kłopotami, które mogą wbijać się klinem między domowników.

Zofia Świat, "Wiejskie klimaty" - znalezione w Google.

Co do Roda i Rodzanic - większość Ich zaangażowania w nasze życie zda się odbywać tuż po narodzinach, kiedy postanawiają o czekającym człeka przeznaczeniu. Jeżeli postanowili coś wówczas, trudno raczej oczekiwać żeby to mieli odwrócić. Po co więc się do Nich zwracać? To bardziej mój osobisty pogląd, jednak lubię postrzegać los i przeznaczenie jako sieć kluczowych wyborów: ścieżki przewidziane dla nas przez Bóstwa są skończone, ale to którą z nich ostatecznie pójdziemy - zależy od tego co zrobimy w pewnych konkretnych sytuacjach. Czy jednak ugryziesz się w ostatniej chwili w język i rzucisz żonie o jedną kąśliwą uwagę za dużo? Czy podejmiesz trud i mimo łagodnej zimy - spuścisz wodę z rur przed zimowym wyjazdem? Jak zachowasz się wobec nowego sąsiada? Te i inne, z pozoru drobne rzeczy, mogą mieć potem większe znaczenie niż skłonni bylibyśmy się z początku spodziewać. I to tutaj leży największa pomoc jakiej moim zdaniem moglibyśmy oczekiwać od Roda i Rodzanic: by obdarzyli nas natchnieniem, dzięki któremu dokonamy wyborów “dobrych”, wiodących nas ku dobremu losowi.

Sprawą otwartą zda się natomiast pozostawać przeznaczenie dzieci, którym wszak Bogowie wyznaczają los dopiero po narodzinach. I tu jak najbardziej można do Rodzanic zwrócić się z prośbą o wyznaczenie im losu dobrego, korzystnego - tak zresztą od dawien dawna robili nasi Przodkowie, co poświadczone jest na całej chyba Słowiańszczyźnie.

2025-01-13

Słowianie z Jantaru we współczesnym świecie - pomódl się

Jest poniedziałek, godzina 19:00, co oznacza czas na Waszą cotygodniową porcję przemyśleń z zagłębia animizmu, z Jantaru na Świętym Pomorzu. Dzisiaj hasło proste i jasne, a przez to dla niektórych trudne: “pomódl się”. W nowoczesnym świecie dużą nośność zyskały hasła inne, nawołujące do samodzielności, brania losu we własne ręce czy do bycia jego kowalem. Nie wnikając w ich słuszność (lub jej brak) poprzestańmy na obserwacji, że ich podstawowym tworzywem jest wiara we własne siły i wielką sprawczość człowieka. I jest to dobre: działanie skuteczne wymaga wiary w jego powodzenie i celowość, a samo z siebie, zrobi się niewiele dobrego. Jednocześnie jednak takie treści przygotowują grunt dla braku pokory, którego skutki są zazwyczaj opłakane.

Tymczasem dobry animista wie, że nigdy nie jest sam/a i nie działa w pustce. W świecie wypełnionym duchami “sprawstwo człowieka” to ledwie jeden z wielu, wielu czynników, które spotykając się współtworzą wynikową rzeczywistość. Chociaż “świat wypełniony duchami” to niezbyt szczęśliwe określenie. Brzmi jakby owe duchy były jakimś rozszerzeniem “świata w wersji podstawowej” albo wypełniaczem, łatającym luki poznawcze. W istocie chodzi o coś dokładnie odwrotnego: świat jest duchami wypełniony, bo jest przez nie ożywiany - napędzany, animowany. Człowiek nie chodziłby i nie mówił bez swojej duszy, kamień bez swojego ducha nie mógłby stać, ptak bez swego śpiewać. Dusza wypełnia rzeczywistość od środka, będąc źródłem jej istnienia. Mniej jak wodą gąbkę, a bardziej jak pestka jabłko. Albo śliwkę.

Rodzimowiercy z Jantaru podczas obchodów Sobótki 2023, fot. Krzysztof Szweda

W tym miejscu dochodzimy do przedłożonego dziś hasła - pomódl się. Nie skupiajmy się jednak na znaczeniu słownikowym, związanym z usilnym dopraszaniem się spełnienia swojego życzenia, ale na potocznym, związanym po prostu z rozmową z Bóstwem. Intencja błagalna może tu być zawarta, ale nie musi. Trzeba bowiem stwierdzić, że część owych duchów, o których tyle mówimy, a związanych z samym Niebem, Miesiącem czy Morzem - jest tak stara i silna, że bardziej wypadałoby mówić nie o “pospolitych duchach”, ale o “Bogach” - tak tę sprawę rozumiemy. Jakby jednak nie było: skoro od Nich pochodzi duża część tego co dobre, to wypadałoby uznać Ich sprawstwo i właśnie do Nich się zwracać.  Kiedy i w jakich sprawach? Szczegółowo piszemy o tym w innej serii, “Po co nam tylu Bogów”, toteż tu możemy podejść z nieco innej strony. Przede wszystkim do Bogów (i innych duchów!) nie trzeba modlić się “o coś”, ale dla samego lepszego zrozumienia pewnego aspektu rzeczywistości. Zachwyciła Cię potęga wzburzonego Morza? Oddaj Mu cześć, pokłoń się Jego Gospodarzowi. Cieszą Cię promienie Słońca po długiej i smutnej szarudze? Podziękuj Ogniowi Niebieskiemu za Jego światło. Urzeka Cię szum drzew w lesie? Wsłuchaj się i pomódl o lepsze zrozumienie, czego możesz się odeń nauczyć. Nie zawsze będziesz potrafiła przypasować imiona Bogów - czy toz Gieysztora, czy z naszych opracowań. czy skądinąd. To nie szkodzi, bo nawet żyjący w ciągłości swej duchowej tradycji starożytni nie rościli sobie pewności w sprawach boskich. Kiedy masz do czynienia z jakąś Siłą to nawet nie zawsze musi Cię bardzo zajmować, czy jest to “prawdziwe Bóstwo” (cokolwiek miałoby to znaczyć), czy “po prostu duch” (jak wyżej). Ważne czy czujesz, że styczność taka podnosi jakoś Ciebie, Twoją duszę, do czegoś lepszego niż jesteś teraz.

Rozpędziłem się, a założona objętość tekstu się kończy. Skoro dzisiaj pozachęcaliśmy się do modlitwy, to w kolejnych wpisach podejdziemy do sprawy z innej strony - “jak” to robić.


2025-01-10

Po co nam tylu Bogów - Swarog, a utracone szczęście

Jest piątek, godzina 19:00, co oznacza porę na garść powstających w Jantarze, na Pomorskiej Ziemi Świętej, wskazówek co do żywej czci Bogów. Dzisiaj o Ojcu Bogów, Swarogu i okolicznościach gdy czujemy, że opuściło nas szczęście.

Jak już kiedyś wspominaliśmy, Swarog to Bóg odległy, któremu staramy się nie zawracać głowy codziennymi, przyziemnymi sprawami. Tymczasem zagadnienie wylosowane do tego wpisu, utracone szczęście, zda się sprawą bardzo codzienną, życiową. Jakże wobec tego może nam dopomóc Kowal? Odpowiadamy w podobnym duchu jak poprzednio: skupmy się nie na zanoszeniu doń modłów i obiat, ale na przykładzie, który można od Niego czerpać.

Swarog dał początek Dwóm Braciom, ukuł Słońce, nam dał podwaliny porządku gromadzkiego i narzędzia kowalskie - a potem zda się uszedł w dziedziny niebieskie, ten świat pozostawiając Bogom bardziej rześkim i skorym do czynu. Nie znamy Jego powodów, ale nie wydaje się, żeby Bóg ten miał być w tych okolicznościach nieszczęśliwy.

Co po tym nam - śmiertelnikom z prawdziwymi problemami, potrzebującym prawdziwego, konkretnego powodzenia? Jeśli chcemy zabiegać o nie, spoglądając na Ojca Bogów, zda się że trzeba je wielkim staraniem przygotować, ale potem - zaufać, nie wtrącać się i nie przeszkadzać rozwojowi zdarzeń. Oczywiście: nie jestesmy Jaśniejącymi Bogami w Niebiesiech, ale śmiertelnymi ludźmi, “pchającymi swój wózeczek” tu, na Ziemi, więc całkowite oddalenie się od biegu wydarzeń zda się być w naszym przypadku nieosiągalnym luksusem. Zwłaszcza, że Ojciec Bogów powierzył dalsze gospodarowanie światem nie byle komu, a Dwóm Braciom - i jak wiemy, nawet tutaj rzecz nie przebiegła w całkowitym spokoju. Jednak rada, że nie wszystko musimy robić sami, ani nawet nie wszystko kontrolować, zda się w wielu przypadkach co najmniej rozsądna.

"Swarog" autorstwa Olega Ozhiganova

Jest też jedno z najwspanialszych dzieł bożych, które wyszło z rąk Kowala - Słonejko. Ukuł Je i rzucił na Niebo, dla całego świata i stąd również można czerpać natchnienie: nie zachował swojego dzieła dla siebie, zamkniętego w skarbcu. Podarował całemu światu Ogień Niebieski, darzący światłem i ciepłem. Może i w tym jest coś mądrego - żeby nie chować owoców swojego szczęścia dla siebie, lecz pozwolić im służyć każdemu, bezwarunkowo.

Jest jeszcze jedna strona tych spraw, wynikła z odejścia Ojca Bogów w odległe dziedziny niebieskie: On zasadniczo nie zajmuje się ziemskimi rzeczami, a jedynie boskimi, niebiańskimi. Wie czym jest, zajął sobie stosowne miejsce w porządku rzeczy, pełni swoją rolę, jej się trzyma. Myślę, że jeżeli w czymkolwiek - to w tym właśnie tkwi najlepsza wskazówka do tego, by zadbać o swoje szczęście.

2025-01-09

Miód – płynne lekarstwo ( cześć III zastosowanie zewnętrze)

Czas przedstawić Wam jak wykorzystać miód w życiu codziennym.

Miód i inne produkty pszczele oraz bazujące na nich wyroby, mają szerokie zastosowanie medyczne już od starożytności. 

Zacznijmy od aspektu kulinarnego. Niektórzy myślą  że użycie miodu zamiast cukru, do słodzenia gorącej  herbaty/kawy jest zdrowe. Otóż nie!!!! Miód traci swoje cenne właściwość zdrowotne gdy osiąga temp powyżej 35 stopni. Jeszcze gorzej, jeżeli niemal wrzącego naparu z miodem dodać soku z cytryny; chyba że lubicie pić cytrynian glinu (związek który niszczy komórki nerwowe). Aby zachować dobroczynne właściwości miodu należy zaparzyć herbatę i odczekać aż przestanie być gorąca. Dopiero wtedy dodajemy miód i cytrynę – i pijemy na zdrowie! W przypadku pieczenia ciast dodatek miodu pozwala na dłużej zachować świeżość i wzbogaca smak wypieków.

Przejdźmy do zastosowania zewnętrznego miodu. Można go np. użyć w czasie masażu. Przyczynia się wówczas do poprawy samopoczucia i jest pomocny w bezsenności oraz w chorobach stawów i dolegliwościach reumatycznych. Masaż miodowy zalicza się do zabiegów oczyszczających. Stosowany jest dla odtrucia i regeneracji zarówno ciała, jak i duszy. Miód możemy zastosować również w masażu tkankowym, by wspomóc pozbywanie się toksyn i złogów podksórnych. Oczywiście, najlepsze efekty takiego masażu uzyskamy udając się do profesjonalisty. Do tego zabiegu nadaje się każdy miód, choć najlepszy będzie miód leśny zawierający wysokie dawki potasu, magnezu i fosforu.

W czasie wizyty w saunie możecie wcierać sobie mieszankę miodu z solą gruboziarnistą; najlepiej wtedy, gdy skóra jest rozgrzana. Zabieg działa przeciwzapalnie i poprawia ukrwienie. Ponadto działa jak peeling. 

W wielu dolegliwościach może nam pomóc rozgrzany wosk. Stosujemy arkusze woskowe które ogrzewamy tak aby się nie stopiły. Potem kładziemy na dokuczającą część ciała i nakrywamy grubym kawałkiem materiału bawełnianego lub lnianego, żeby dłużej utrzymac ciepło wosku. Wosk może nam pomóc np. w kaszlu i bólach mięsni, a także w przeziębieniu czy stanach zapalnych. Rozgrzany wosk oddaje ciepło i substancje czynne do ciała. Co więcej, ułatwia wydalenie toksyn i zanieczyszczeń z organizmu.

Plastry miodu - zdjęcie znalezione na Wikipedii

Miód i produkty pszczele mają szerokie zastosowanie w dermatologi i kosmetyce. Połącz propolis z lotionem z nagietka, lub mieszankę miodu i liści szałwii i wcieraj w trądzik młodzieńczy. Przy egzemie możesz użyć miejscowo roztworu (5%) z mleczka pszczelego, zaś przy łuszczycy nalewkę z propolisu (3-5%) – także miejscowo. Co więcej, miód można spotkać w wieku produktach kosmetycznych, takich jak:

- mydła (z wosku pszczelego)

- balsamy (z propolisu, z wosku)

- maści, kremy itp. (miód,  propolis, wosk)

Dzięki zdolności do zatrzymywania wody oraz wysokiej zawartość witamin i minerałów, miód wykazuje działanie nawilżające. Dodajmy do tego działanie przeciwutleniające i bakteriobójcze miodu i bazujących na nim produktów, a otrzymujemy idealny dar Matki Natury dla naszej skóry. Jego dobroczynne właściwości pomogą również w trudno gojących się ranach, bliznach, wrzodach oraz odleżynach i oparzeniach. Na oparzenie I lub II stopnia używaj maści z propolisem, ranę zabezpiecz jałowym opatrunkiem i zmieniaj go codziennie, a oparzenie szybko zniknie.

Pamiętajcie, że zanim bezpieczne zastosujecie preparaty z miodu, powinniście wcześniejszej skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą! Wpis ten nie zastąpi porady fachowego medyka i służy jedynie do poszerzenia Waszych i tak już szerokich horyzontów :)

autor: guślarz Michał „Nikrug” Dąbek

Bibliografia:

 • „Lecznicza moc pszczół. Najskuteczniejsze terapie od A do Z”, prof. Friedrich Hainbuch.